piątek, 19 września 2014

Rozdział XIV. Anioł Stróż


Kayth

W spowitej mrokiem stajni panowała cisza, przerywana jedynie posapywaniami śpiących pegazów. Kayth wpatrywała się w Henry'ego, chłonąc każdy szczegół jego wyglądu. Nie mogła uwierzyć, że po latach tęsknoty i tygodniach poszukiwań, wpadła na niego w pałacu. Z jednej strony była z tego powodu bardzo szczęśliwa, a z drugiej była zła na siebie, że nie pomyślała o przeszukaniu Pól Elizejskich wcześniej. Nigdy jednak nie myślała, że chłopiec, z którym rozstała się kilkadziesiąt lat temu, mógł być tuż pod jej nosem.
 Bardzo wyrosłeś – szepnęła w końcu. Bała się mówić głośniej, z obawy, że głos jej zadrży. Nie była pewna, jak powinna się zachować. Szukała dziecka, a tymczasem znalazła dorosłego mężczyznę. Tak bardzo pragnęła go przytulić... A jednak był wyższy od niej, a z wyglądu dorównywał jej wiekiem.
– Ty za to zupełnie się nie zmieniłaś, Kayth – odparł, a na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech, który w przeszłości zawsze dodawał jej otuchy. - Mam wrażenie, że czas się zatrzymał.
Rozłożył ręce, tym samym zapraszając ją do uścisku. Skorzystała z zaproszenia bez chwili wahania. Objęła go mocno, a po jej policzku spłynęła łza radości. Kiedyś to ona go tuliła, będąc jego opoką. Teraz miała wrażenie, że role się odwróciły. Trwali przytuleni przez kilka minut, jednocześnie czując na sobie wzrok zdziwionej Rosae. Kayth pomyślała, że Henry będzie miał jej dużo do opowiedzenia. Sobie natomiast nie musieli nic mówić – rozumieli się bez słów.
– Szukałam cię – odezwała się w końcu Kayth, wyswabadzając się z jego objęć, jednak nadal ściskając go za ręce. Bała się, że jeśli go puści, on zniknie. - Przemierzyłam Ereb, próbując cię odnaleźć. Byłeś w pałacu cały czas? Przecież sędziowie wydali inny wyrok...
Mężczyzna usiadł na słomie, krzyżując nogi. Po chwili dołączyła do niego Rosae, która złapała go za rękę w geście pocieszenia. W trakcie ich rozmowy nie odezwała się ani razu, jedynie przysłuchiwała się im ze zmarszczonymi brwiami.
– Spędziłem w Erebie dużo czasu... zbyt dużo – odparł Henry, wpatrując się w podłogę. - Byłem uwięziony w ciele dziecka, choć mentalnie już dawno dorosłem. Nie masz pojęcia, jakie to uczucie. Na dodatek trafiłem do aroganckiego mężczyzny, który przedstawiał się jako mój dziadek... Nie pamiętałem go. Nie pamiętałem żadnego zdarzenia, o którym mi opowiadał. Ani mojej matki, ani mojej ciotki. Nikogo. Pamiętałem jedynie moją drugą rodzinę, w której urodziłem się w dziewiętnastym wieku. I ciebie, Kayth. Choć niektóre wspomnienia były zniekształcone i zamazane, ciebie pamiętałem doskonale. Pamiętałem również, co mi powiedziałaś, gdy nas rozdzielali. Znajdę cię. Więc czekałem... Czekałem, bo wierzyłem, że dotrzymasz obietnicy. Czekałem pięćdziesiąt lat. A gdy straciłem nadzieję, pojawiła się u mnie dwójka mężczyzn, którzy powiedzieli, że chcą mnie wyciągnąć z Erebu. Miałem mieszane uczucia, zwłaszcza, że przedstawili się jako ludzie Scara, który, co tu dużo ukrywać, nie cieszył się dobrą opinią. Potem jednak pomyślałem, że nigdzie nie będzie gorzej, niż tam, dlatego przyjąłem ich ofertę. Gdy tylko przekroczyłem granicę Pól Elizejskich, odwiedziła mnie bogini Hebe, ofiarując możliwość zmiany wieku. Teraz siedzę tu przed tobą jako dwudziestoletni mężczyzna.
W głowie Kayth kłębiły się myśli i pytania. Kiełkowała w niej również wściekłość na Scara. Skoro kazał zabrać Henry'ego z Erebu, po co wyruszył z nią na jego poszukiwania? Musiał wiedzieć, że jej wychowanek był w pałacu. Była również zła na Hebę, która o niej zapomniała i nie złożyła jej wizyty. Zdawało jej się, że wszyscy o niej zapominali.
– Nie masz pojęcia, jak mi przykro – powiedziała zdławionym głosem, wpatrując się w Henry'ego szklistym wzrokiem. - Chciałam zacząć poszukiwania wcześniej, jednak przez długi czas byłam ignorowana przez każdego w pałacu. Nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc. Gdybym tylko mogła...
Uniósł rękę, przerywając jej w pół słowa. W jego oczach pojawił się ból, który zdążył przyćmić wcześniejszą radość.
– Rozumiem. Uwierz mi, rozumiem. Nie chowam do ciebie urazy. Kiedyś myślałem, że nie będę w stanie na ciebie spojrzeć. Myślałem, że gdy w końcu się spotkamy, będę cię nienawidził. Dzisiejszy dzień uświadomił mi jednak, że nie mógłbym cię nawet nie lubić. Zawsze byłaś dobra, Kayth. Zbyt dobra.
W jej oczach zakręciły się łzy. Już miała odpowiedzieć, gdy do rozmowy wtrąciła się dotychczas cicha Rosae:
– Ta rozmowa staje się niepokojąca – szturchnęła Henry'ego w ramię, uśmiechając się szeroko. - Jako twoja partnerka żądam wyjaśnień. Skąd się znacie i kim dla siebie byliście?
– To długa historia – odparli zgodnie, po czym posłali sobie uśmiechy.
– Zapewniam cię jednak, że nie masz powodów do zazdrości, kochanie - dodał mężczyzna, całując ją w policzek. - Kayth jest dla mnie zdecydowanie zbyt stara.
– Jakbym w ogóle chciała spotykać się z dzieckiem – prychnęła i zmierzwiła mu włosy, tak jak zwykła to robić kiedyś.
Rosae patrzyła to na jednego, to na drugiego. W końcu pokręciła ze smutkiem głową.
– Matematyka jest mniej skomplikowana, niż wasza relacja.

***

Wkroczenie w dwudziesty wiek było świętowane w Hadesie równie hucznie, jak na Ziemi. Mieszkańcy pałacu prześcigali się w urządzaniu wieczorków i wystawnych przyjęć. Nadejście nowego wieku zwiastowało zmiany w mentalności ludzi i nowe poglądy na wiele ważnych spraw. Zaczęły powstawać nowe nurty filozoficzne, które z godną podziwu pracowitością śledził Platon. Za każdym razem, gdy się spotykali, zarzucał Kayth nowymi nazwami, które błyskawicznie wylatywały jej z głowy. Niestety, niewiele zmieniło się w kwestii ubioru. W tej sprawie dalej obowiązywały sztywne reguły, niemal tak niewygodne, jak gorset, który szanowane kobiety nosiły codziennie. Kayth podchodziła do prób jego założenia kilka razy, jednak za każdym nie wytrzymywała w nim nawet godziny. Nie mogła w nim oddychać, a gdy siadała, miała wrażenie, że sztywny materiał przetnie ją na pół. W rezultacie była jedyną damą w pałacu, która nie przestrzegała zasad ubioru i zakładała na siebie jedynie rzeczy, w których było jej wygodnie i które tylko jej miały się podobać. Niektórzy podziwiali ją za zdolność sprzeciwienia się regułom, inni natomiast patrzyli na nią krzywo. Nie przejmowała się nimi. Jeśli chcieli się poświęcać dla mody, to jej było ich żal.
Nadszedł dzień herbacianego przyjęcia Nadine. Mieszkańcy pałacu mówili o tym wydarzeniu od kilku miesięcy, a ich rozmowy były przesycone radosnym entuzjazmem. Stało się tradycją, że przyjaciółka Kayth co roku urządzała wieczorek, na którym goście mogli posmakować niemal każdego smaku herbaty, jaki do tej pory został stworzony. Kobieta zapraszała na niego jedynie bliskich przyjaciół, których i tak miała sporo. Kayth, która dnie spędzała na przemian z Henrym i Julianem, nie oczekiwała przyjęcia z taką niecierpliwością, jak inni. Odkąd odnalazła Henry'ego, spotykali się niemal codziennie, chcąc nadrobić stracony czas. Mimo że mężczyzna nie był już dzieckiem, nadal umieli znaleźć wspólny język i szybko stali się najlepszymi przyjaciółmi. Tym mianem Kayth mogła określić również Juliana, który z każdym dniem stawał się jej coraz bliższy. Umieli rozmawiać kilka godzin, zauważając upływ czasu dopiero, gdy robiło się ciemno.
I choć ostatnimi czasy życie kobiety układało się wspaniale, miała wrażenie, że czegoś w nim brakowało. Nie rozmawiała ze Scarem od czasu ich kłótni. Kiedy dowiedziała się, że Henry został wyciągnięty z Erebu przez jego ludzi, poszła do niego, chcąc wszystko wyjaśnić. Bóg Nocy zarzekał się, że nie miał o niczym pojęcia, jednak zbyt dobrze go znała, by móc mu uwierzyć. On nigdy nie był niewinny, nawet jeśli przyrzekał, że tak było. Podczas kłótni padło kilka ostrych słów, których Kayth do tego dnia nie mogła zapomnieć.
Przypuszczała, że zobaczy go na przyjęciu Nadine, jednak nie podejrzewała, że pojawi się w towarzystwie. Scarowi zjawił się z wysoką blondynką, która szła tak blisko niego, że wydawać by się mogło, iż byli do siebie przyklejeni. Trzymała wysoko głowę, a w jej oczach malowało się przekonanie o własnej wyższości. Mężczyzna trzymał rękę na jej plecach, a gdy weszli do salonu, wszystkie spojrzenia skierowały się w ich stronę. Kayth przyglądała się tej scenie z rogu pomieszczenia, w którym siedziała wraz z Julianem i Rosae. Henry, jako zwykły stajenny, nie był zapraszany na żadne wydarzenia i nie mogli zrobić nic, by to zmienić. Gdyby tylko poczynili kroki w tym kierunku, mogliby zwrócić na siebie uwagę, a mieszkańcy pałacu wprost uwielbiali plotkować.
Bóg Nocy nie miał czasu ich zauważyć, od progu otoczony przez pragnące zauważenia damy.
– Tak jest zawsze – odezwała się Rosae, zerkając na niego znad swoich kart. - Kobiety myślą, że są w stanie przyciągnąć uwagę mojego brata i zostać nowymi królowymi Podziemia. Nie wiedzą, że on nigdy nie przestał i nie przestanie kochać Anne.
– Naprawdę myślisz, że już nigdy nikogo nie pokocha? - spytała Kayth, czym zaskoczyła wszystkich przy stoliku. Po chwili dodała zmieszana: – To po prostu wydaje mi się być bardzo smutną alternatywą. Nikomu nie życzyłabym samotnego życia, a do tej pory nikt nie wie, co się stało z Anne. Wątpię, by miała kiedykolwiek wrócić.
– Przetłumacz mu to - westchnęła, wykładając dwa asy na stół, tym samym wygrywając grę. - Gdy ostatni raz próbowałam to zrobić, zaliczyliśmy największą kłótnię w życiu. A uwierz mi, było ich sporo.
– Jeśli miałbym opisać najbardziej wybuchowego człowieka, wybrałbym twojego brata – zauważył Julian, odkładając swe karty. - Co jest dużym ubliżeniem, zważywszy na to, że znam wynalazcę dynamitu.
– Ja znam Aresa, a również wybrałabym Scara... Wiecie, kiedyś byliśmy do siebie podobni. Momos często się uśmiechał i uwielbiał żartować, nikogo przy tym nie raniąc. Był naprawdę wspaniały. Dopóki nie pojawiła się Anne. Ona go zniszczyła...  powiedziała cicho, po czym pokręciła głową, a na jej usta wpłynął uśmiech. Klasnęła w dłonie i wstała od stołu.  Jeśli mi wybaczycie, pójdę spróbować bambusowej herbaty. Jestem niesamowicie ciekawa, jak smakuje.
Odprowadzali ją zdziwionymi spojrzeniami. Kayth pomyślała, że nie była jedyną, która nie polubiła Anne. Kobieta wydawała się mieć dozgonnych przyjaciół w męskim gronie, natomiast kobiety zdawały się jej nienawidzić. Wyjątkiem była Nadine, która w tej chwili krzątała się po salonie, przechodząc od jednej grupki do drugiej. Wszędzie, gdzie się pojawiła, witano ją z otwartymi ramionami i pozwalano jej stać się przewodniczącą konwersacji. Kayth bez trudu mogła sobie wyobrazić taką samą scenę rozgrywającą się trzysta lat temu, z tym wyjątkiem, że wtedy to Anne skupiała wszelkie spojrzenia. Nadine zaśmiała się dźwięcznie, jednym haustem opróżniła zawartość swojego kieliszka i w formie zabawy pocałowała jednego ze swych przyjaciół. Rozległy się głośne oklaski i śmiechy. Nic nie wskazywało na to, że kobietę często dopadały potworne bóle głowy, w trakcie których wykrzykiwała imię dawnej przyjaciółki, błagając, by ta zostawiła ją w spokoju.
– Jak się bawicie, gołąbeczki?  zagadała, podchodząc do nich i uśmiechając się promiennie. Była w swoim żywiole.
– Znakomicie, Na – odparł Julian, wstając i odsuwając jej krzesło, tym samym zapraszając do stolika. - Nie bez przyczyny wszyscy kochają twoje przyjęcia. Jesteś najlepsza.
Objęła go i pocałowała w policzek, tym gestem dziękując za miłe słowo. Nie uszło uwadze Kayth, że przytrzymała go nieco dłużej, niż było to potrzebne. Nie miała jednak prawa czuć się zazdrosna. Byli z Julianem jedynie przyjaciółmi. Bardzo dobrymi, rozumiejącymi się bez słów przyjaciółmi.
Nadine już miała do nich dołączyć, gdy ktoś ją zawołał i była zmuszona ich opuścić. Kobieta była równie rozchwytywana, jak Scar. Kayth i Julian ponownie zostali sami i nie zanosiło się na to, by ktokolwiek miał do nich dołączyć. Ludzie zdążyli uformować się w grupki i choć wcześniej ich do nich zapraszali, oni zawsze uprzejmie odmawiali. Znali się z Julianem dopiero od kilku tygodni, a jednak zdążyła się między nimi wytworzyć mocna więź. Mogli porozmawiać o wszystkim i o niczym. Doszło do momentu, w którym dokańczali nawzajem swoje myśli. Kayth uwielbiała przebywać w jego towarzystwie, nigdy się przy nim nie nudząc.
– Jak sprawa z Henrym?  spytał mężczyzna. Był jedną z pierwszych osób, którym powiedziała o jego odnalezieniu.
– Ciągle trudno mi uwierzyć, że nie jest już małym chłopcem, którym muszę się opiekować – wzruszyła ramionami z nostalgią. - Ale często się spotykamy i nasze kontakty się odradzają. Myślę, że niedługo będą tak silne, jak kiedyś.
– Powinienem być zazdrosny? - zażartował Julian.
– W żadnym wypadku. Henry może być moim najlepszym przyjacielem, ale ty zawsze będziesz moją bratnią duszą.
Otworzyła szeroko oczy, gdy zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. Zdecydowanie wypiła o jeden kieliszek wina za dużo. Znali się z Julianem zaledwie od trzech tygodni, a ona praktycznie mu powiedziała, że znaczył dla niej najwięcej na świecie. Dodatkowo nie była to całkowita prawda. Owszem, zależało jej na nim, ale Kayth była osobą, która troszczyła się o każdego.
Julian uśmiechnął się z pewną dozą nieśmiałości i sięgnął przez blat, by ująć jej dłonie.
– Bardzo się cieszę, że tak uważasz, Kayth. Zwłaszcza, że ja uważam tak samo.
– A potem się pocałowali i żyli długo i szczęśliwie – wtrącił ze znudzeniem Platon, przysiadając się do ich stolika. W ręce trzymał kieliszek trunku, jednak jego niebieskie oczy były jak zwykle czujne. - Jesteście tacy słodcy, że może mnie przez was rozboleć brzuch.
– To niech się pan przesiądzie – poradziła Kayth, wywracając oczami.
– Mimo tej słodkości, jesteście najlepszym towarzystwem w tym pomieszczeniu. Jeśli musiałbym jeszcze raz wysłuchiwać rozważań Heleny nad kolorem jej sukni... Nadine jest wspaniała, ale ma zwyczaj zaprzyjaźniania się z półgłówkami.
– Dobrze zatem, że pan nie może się nazwać jej przyjacielem – odparła Kayth złośliwie, dobrze wiedząc, że Platon, jako były mentor Nadine, był z nią w bliskich stosunkach. - A jeśli już jesteśmy przy temacie ludzi, których nie lubimy, wielka szkoda, że nie ma tu pana przyjaciółki, Persefony. Miałby pan z kim obgadywać gości i snuć diabelskie plany.
– Po cóż mi snuć złowrogie plany, skoro mogę obserwować wasze zaloty? Dawno nie czytałem romansu, który byłby tak ciekawy, jak wasze życie – odparł, jednym haustem wypijając złoty płyn, który znajdował się w jego kieliszku.
– Trafiał pan zatem na bardzo kiepskie romanse.
Machnął ręką.
 Szczerze mówiąc, nigdy nie czytałem żadnego. Wystarczy na was popatrzeć, a już jest mi za słodko.
Na jego słowa Kayth się lekko zarumieniła. Nie był to pierwszy raz, gdy ktoś z jej otoczenia wygłaszał komentarz na temat jej znajomości z Julianem. Ludzie zdawali się im dopingować i wyczekiwać, aż przejdą z etapu przyjaźni na etap miłości. Julian jak zwykle zbył te słowa szerokim uśmiechem. Kobieta nie wiedziała, co on oznaczał. Czy mężczyzna cieszył się ze słów ludzi, czy tuszował odczuwaną niezręczność wesołością? Jakby potoczyła się ich rozmowa, gdyby Platon im nie przerwał?
– Kayth, czy mogę cię prosić na słowo? - wtrąciła się Rosae, która po obejściu stolików z herbatami, z powrotem znalazła się obok ich stolika. Musiała wyczuć niezręczną atmosferę i Kayth była jej bardzo wdzięczna za danie pretekstu do opuszczenia konwersacji. Gdy odchodziła, Julian rzucił jej zrezygnowane spojrzenie, mówiące „zdrajca”.
Przepchnęły się razem z boginią przez tłum ludzi i wyszły z salonu. Na korytarzu panowały cisza i ciemność, przecinana nielicznymi świecami. Nie zatrzymały się na nim jednak, a weszły do małej komnaty nieopodal, której drzwi uważnie zamknęła za nimi Rosae. Kobieta usiadła na fotelu, ledwie widocznym przez brak oświetlenia. Gestem ręki zachęciła Kayth do przycupnięcia na krześle naprzeciwko.
– Nie miałyśmy jeszcze okazji o tym porozmawiać – zaczęła – Jednak mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, jak ważne jest dla mnie zachowanie sekretu o łączącej mnie z Henrym więzi. Mówię o tym, ponieważ zauważyłam, że coraz bardziej się do siebie zbliżacie z Julianem...
– O nie, ty też? - jęknęła Kayth.
– A nie mogę pozwolić, by ktokolwiek dowiedział się o moim sekrecie – dokończyła, choć na jej usta wpłynął lekki uśmiech. - Mój ojciec wciąż prowadzi negocjacje dotyczące mojego zamążpójścia i gdyby dowiedział się, że kocham mężczyznę, którego to nie on dla mnie wybrał... Cóż, powiem tylko, że już kiedyś tak się stało i nie skończyło to się dobrze dla Henry'ego.
Kayth zwilżyła wargi, przetrawiając usłyszaną wiadomość. Wpatrywała się w Rosae z niedowierzaniem.
– Czy powodem, dla którego Henry został kilkaset lat temu wyrzucony z Pól Elizejskich i skazany na ponowne życie na Ziemi jest to, że już wtedy miał z tobą romans?  spytała, podnosząc się z fotela. Do jej głosu wkradło się rozdrażnienie i niepokój.  I mimo to, znowu jesteście razem?! Nie znam osobiście twojego ojca, ale podejrzewam, że jeśli sytuacja sprzed lat się powtórzy, to Henry dostanie znacznie gorszą karę, niż odrodzenie bez żadnych wspomnień w ubogiej rodzinie! Jak możesz żyć pod taką groźbą?! Czy jego życie nic dla ciebie nie znaczy?
– Rozumiem twoją złość, Kayth – odrzekła łagodnie kobieta, nawet nie drgnąwszy. W tamtym momencie niesamowicie przypominała własną matkę. Kobiecie przebiegło przez myśl, że byłaby dobrą, nie dającą się ponieść emocjom,  królową.  Ta myśl prześladuje mnie każdego dnia. Uwierz mi, próbowałam przestać się z nim spotykać, przestać go kochać. Próbowałam wiele razy. Ale nie umiem, na Zeusa, nie umiem.
W jej głosie rozbrzmiewały gorycz i smutek. Kayth zrozumiała, że zarówno bogini, jak i Henry, zdawali sobie sprawę z konsekwencji ich związku. Mimo to, nie umieli go przerwać. Pomyślała, że łączyła ich więź dużo silniejsza od tej łączącej Anne i Scara, których to dotychczas brała za wzór pięknej miłości.
– Zdaję sobie sprawę, że stawiam cię w trudnej sytuacji, ale jestem zmuszona prosić, byś dalej chroniła nasz sekret. To niesamowicie ważne, by nikt, nawet twoi najbliżsi, się o nim nie dowiedzieli – w głosie Rosae pobrzmiewało błaganie.
– Czy w zamian udzielisz mi kilku odpowiedzi na temat Anne Boleyn? - spytała, widząc dla siebie światełko. Mimo że poznała już wiele tajemnic byłej królowej Anglii, dalej czuła, że było to niewystarczająco. Powinna była już dawno porzucić ten temat, jednak nie była w stanie tego zrobić, tak samo, jak bogini nie umiała zakończyć związku z Henrym. 
– A jeśli tego nie zrobię, zdradzisz nasz sekret? - Rosae była równie oporna w rozmawianiu o Anne, jak jej brat.
Kayth przygarbiła ramiona.
– Nie. Oczywiście, że nie – odparła i odwróciła się do wyjścia.
Kiedy była przy drzwiach, zatrzymał ją głos kobiety:
– Poczekaj. Co chcesz o niej wiedzieć? - Kayth obróciła się, by zobaczyć jej roziskrzone spojrzenie.  Chcesz wiedzieć, jak zmieniła mojego brata z kochającego mężczyzny w potwora, który troszczy się jedynie o siebie samego? Jak przez nią odwrócił się od rodziny? Jak okręciła go sobie wokół palca do tego stopnia, że nawet trzysta lat po jej zniknięciu, on nadal nie pokochał nikogo innego? Mój brat nie zawsze był taki, jak teraz, Kayth. Związek Anne i Scara był... toksyczny. Zmieniali siebie nawzajem, aż w końcu stali się gorsi od Hadesa i Persefony. Możesz myśleć, że to była wielka miłość, ale jeśli taką była, pytam: gdzie się teraz podziewa Anne?
W komnacie zapadła cisza, a po krótkiej chwili Rosae dodała spokojniej:
– Nie podoba mi się, że tak się interesujesz jej życiem. Nie wyobrażasz sobie, jakim ona była człowiekiem. Umiała zmieniać ludzi dzięki jednemu spojrzeniu. Dla jej uśmiechu byli w stanie zabić. Boję się, że twoja fascynacja jej osobą zmieni również ciebie.
Kayth nigdy by tego otwarcie nie przyznała, jednak coraz częściej również o tym myślała. I coraz częściej się tego obawiała.
Wyszła z komnaty chwilę po Rosae i podążyła w kierunku sali, w której odbywało się przyjęcie Nadine. Czuła się wytrącona z równowagi i potrzebowała czegoś dużo mocniejszego, od herbaty, by ukoić nerwy. Zanim doszła do drzwi wejściowych, wyrósł przed nią ciemny cień. Postać miała na sobie czarną szatę, której kaptur zakrywał jej twarz. Przez nikłe światło pochodni i otaczającą ich ciszę, Kayth czuła się jeszcze bardziej wystraszona, niż przy ostatnich spotkaniach ze zjawą. Oparła rękę na biodrze, zgrywając rozluźnioną.
– Dawno cię nie było – zauważyła. – Znowu wyręczasz Hermesa w dostarczaniu wiadomości?
Postać wyciągnęła schowaną w rękawicy dłoń, w której trzymała zwiniętą karteczkę. Kobieta pokręciła głową i skrzyżowała ramiona na piersi.
– Niestety, tym razem będziesz się musiał odezwać, by przekazać mi wiadomość.
Mara zacisnęła mocno palce wokół jej nadgarstka i wbrew jej woli uniosła jej rękę. Włożyła do jej dłoni karteczkę, zacisnęła jej palce i odwróciła się, by odejść. Kayth próbowała ją zatrzymać, jednak zanim miała na to szansę, postać zlała się z otaczającą ich ciemnością i zniknęła.
Kobieta spojrzała na nadgarstek, na którym zaczęły pojawiać się czerwone pręgi. Zakapturzona postać musiała być mężczyzną. Żadna kobieta nie miała tyle siły. Westchnęła ze złością i rozwinęła dokładnie złożoną kartkę.

Odwiedź Hever.

Podarła wiadomość na tysiąc kawałków i pozwoliła jej częściom rozsypać się na chłodnym marmurze korytarza. Tajemnicza postać nie odwiedzała jej tak długo, że niemal zdążyła o niej zapomnieć. Kim była i jaki był jej cel? Co mogła chcieć osiągnąć, zostawiając jej rozkazy? Kayth wzięła kilka głębokich wdechów, by się uspokoić i weszła do sali.
Na stojącym w kącie pomieszczenia fortepianie wesołą melodię grał Beethoven, tym samym zachęcając gości do tańca i przepełnionych optymizmem rozmów. W powietrzu unosił się przepiękny zapach tysiąca herbat. Stolik, przy którym wcześniej siedziała, był zajęty przez nieznaną jej parę, a w tłumie ludzi nie mogła dojrzeć najbliższych jej twarzy. Czując ogarniające ją zmęczenie, podeszła do miniaturowej fontanny, po której kaskadach spływał szampan. Napełniła nim kieliszek, wzięła z tacy croissanta, i z tym ekwipunkiem w ręce wyruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca.
Znalazła jeden wolny fotel i przycupnęła na nim, obserwując bawiących się ludzi. Zauważyła Juliana tańczącego z Nadine tango, a w jej sercu ponownie zagościło uczucie zaniepokojenia. Choć tańczyli szybko i energicznie, widać było, że byli sobie bliscy. Upomniała się w myślach. Przecież Nadine tak działała na ludzi - każdy chciał być z nią blisko. Kayth zdołała wypatrzeć również Platona (przy fontannie szampana, oczywiście) oraz tańczących Rosae i Scara, choć ich ruchy trudno było nazwać tańcem. Trzymali ręce jak do walca, natomiast go nie tańczyli, a jedynie kołysali się lekko. Musieli rozmawiać o czymś poważnym, ponieważ ze skupieniem marszczyli brwi. Kobieta miała wielką nadzieję, że to nie ona była tematem ich dyskusji. Rodzeństwo było do siebie niesamowicie podobne, nie tylko pod względem fizycznym. Emanowała od nich moc, dzięki której można było stwierdzić, że nie byli zwykłymi ludźmi.
Mimo woli, do Kayth zaczęły dopływać strzępki rozmów siedzących obok czterech mężczyzn. Trzech z nich było do siebie podobnych. Mieli na sobie sztruksowe spodnie, kamizelki i krawaty, przez co wyglądali bardzo poważnie. Czwarty miał na sobie wąskie, białe spodnie i długi płaszcz z wieloma odznakami i naszywkami na ramionach. Prezentował się najdostojniej ze wszystkich zebranych w sali. Mężczyźni popijali herbaty i palili cygara, które wydzielały nieprzyjemny dla kobiety zapach, równocześnie prowadząc pogawędkę.
– Słyszeliście, panowie, że na świecie formują się ruchy wolnościowe kobiet? - spytał jeden, wydmuchując dym.
Na te słowa zareagowali głośnymi westchnieniami i wywracaniem oczu. Kayth zauważyła, że siedzące nieopodal damy również nadstawiły uszu.
– Dobre sobie! Kobiety powinny być od rodzenia i wychowywania dzieci, nie od nauki i polityki! - odparł drugi, wybuchając gorzkim śmiechem. - Co to się dzieje z tym światem! W moich czasach nikt nie śmiałby nawet o czymś takim pomyśleć.
– To prawda, świat schodzi na psy – poparł go mężczyzna w płaszczu. - Właśnie opijamy dwudziesty wiek, panowie, a może się okazać, że wcale nie będzie on taki wspaniały.
– Otóż to! Kobieta powinna dogadzać mężowi - jeśli wiecie, co mam na myśli - a nie być partnerką rozmów. Od tego są inni mężczyźni, mam rację?
– Nie – wtrąciła się Kayth, nie mogąc dłużej trzymać buzi na kłódkę. Słyszała o ruchach wolnościowych już wcześniej i popierała je całym sercem. Nie mogła uwierzyć, że minęło tak wiele czasu, zanim kobiety zdecydowały się walczyć o swoje. Kilkadziesiąt wieków poniżania i dyskryminacji, a ci mężczyźni uważali, że to i tak było niewystarczająco.
Odwrócili głowy w jej stronę i unieśli brwi.
– Mówiła pani coś? - spytał szatyn ze sztuczną uprzejmością.
– Że nie ma pan racji – odparła, upijając łyk szampana. - Kobiety mają te same prawa, co mężczyźni i zdecydowanie nie są stworzone jedynie po to, by wam dogadzać. A już z pewnością nie panu, choć jestem pewna, że zdążył pan to zaobserwować.
Siedzące niedaleko kobiety zachichotały między sobą i z coraz większą ciekawością zaczęły obserwować przebieg zdarzeń. Żadna z nich jej nie poparła, choć było jasne, że były po jej stronie.
– Bacz na swoje słowa, kobieto!  warknął mężczyzna, wstając od stołu. – Albo sam nauczę cię pokory!
Kayth dalej siedziała niewzruszona, popijając szampana.
– Prędzej ja powinnam pana nauczyć zasad dobrego zachowania. Widzi pan, nie muszę się pana obawiać. Już jestem martwa, więc nie może mi pan nic zrobić. I jak widać, kobiety na ziemi również przestały się was bać. Świat zmierza ku lepszemu. Szkoda tylko, że tak długo to trwało. A wystarczyło przyjrzeć się bliżej mitologii... Czyż nie mówi ona jasno, że jesteśmy równi? Czyż boginie nie mają tych samych praw, co bogowie? A któż jest opiekunem mądrości, hm? Bóg, czy bogini?
– A kto jest panem wszystkich bogów?  zripostował mężczyzna w płaszczu, a do zabarwionego złością głosu wdarło się przekonanie o własnej racji.  BÓG, nie bogini.
– Tutaj bym polemizował – wtrącił Julian, który ujrzawszy zamieszanie, zjawił się przy nich i stanął obok Kayth.  Zapewniam was, że mój ojciec nie jest zbyt lotny. Jestem pewien, że to Hera podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje.
Mężczyźni spojrzeli na niego nieprzychylnie. Bliżej stojący goście przerywali swoje pogawędki i przypatrywali się sytuacji, licząc na zaognienie się sytuacji.
– Nie mieszaj się, Julianie – poradził mężczyzna, wstając. Mierzył około stu sześćdziesięciu centymetrów wzrostu. - Naprawdę cię lubię, więc nie chciałbym zrobić czegoś, czego miałbym później żałować.
– Ja żałuję, że jesteś tak krótkowzroczny, Napoleonie. Wygląda na to, że twoje poglądy są na równie niskim szczeblu, co ty.
– Stajesz przeciw mnie dla panny, która uważa, że może się równać z mężczyzną?! - zawołał oburzony, a jego policzki poczerwieniały. Zacisnął dłoń wokół oparcia fotela, choć było jasne, że miał ją ochotę zacisnąć na gardle Juliana.
– Ależ co ty mówisz! – wtrącił Scar, który stanął po drugiej stronie Kayth z niebezpiecznym uśmiechem na ustach. Było widać, że uwielbiał konflikty. Kobieta jęknęła cicho. Jeśli Bóg Nocy dołączył do kłótni, nie mogła się ona dobrze skończyć. Nie był zresztą jedyną osobą, która do nich dołączyła. Wokół nich zebrała się spora grupa oczekujących na walkę ludzi. - Kayth nie może się z tobą równać! Kayth przewyższa cię... pod każdym względem.
Z momentem pojawienia się boga, mężczyźni zgarbili ramiona i wydawało się, że byli mniej skłonni do walki. Muzyka ucichła – sam Beethoven przyszedł zobaczyć, co się działo. Scar obrócił się w stronę tłumu.
– Zapamiętajcie to sobie wszyscy! - krzyknął, skupiając na sobie wzrok obecnych. - Jedyną osobą, która może obrażać Kayth, jestem ja sam. Jeśli uczyni to ktokolwiek inny, kobieta nie będzie jedyną, z którą będzie się musiał zmierzyć.
Kayth widziała, że Julian chciał coś powiedzieć, jednak powstrzymała go, ściskając za ramię. Ostatnie, czego potrzebowała, to kolejna kłótnia, tym razem między dwoma bliskimi jej osobami. Okazało się jednak, że nie musiała na nią długo czekać. Bóg Nocy wbił wzrok w czterech mężczyzn, którzy nie zdążyli się chyłkiem wycofać. Na jego usta wpłynął powolny, drapieżny uśmiech, który przeraził nawet kobietę.
– Czy wiecie, jak utrzymać półgłówków w niepewności, panowie? - spytał żartobliwym tonem, a kiedy niechętnie pokręcili głowami, odpowiedział dopiero po pełnych napięcia kilkunastu sekundach. - Właśnie tak.
Kayth nie wiedziała, kto się a kogo rzucił. Działo się to tak szybko, że nie zdążyła wszystkiego zarejestrować. W ciągu kilku sekund rozpętało się piekło. Scar i Julian zaczęli walczyć z czterema mężczyznami i nie minęło wiele czasu, zanim do walki dołączyło więcej osób. Dotychczasowy tłum gapiów zaczął walczyć ze sobą nawzajem, przypominając sobie o dawnych urazach. Obecne na sali kobiety wycofały się pod ścianę, załamując ręce nad zachowaniem swoich mężczyzn. Niektóre patrzyły na nią nieprzyjaźnie, obarczając winą. W plątaninie ciał zauważyła Platona, który zaciekle bronił jej honoru, okładającego mężczyznę w płaszczu butelką wina po głowie. Obok głowy Kayth smagały pięści, a sala zapełniła się odgłosami walki. Kobieta już dawno straciła z oczu Scara i Juliana. Widziała jedynie zlepek ciał i tylko gdy się wystarczająco mocno skupiła, mogła z niego wyodrębnić choć jedną osobę. Na tle jęknięć i posapywań rozbrzmiewał krzyk sfrustrowanej Nadine:
– Nie na moim przyjęciu, do diaska!

***

Trwająca kilkanaście minut walka zakończyła się licznymi siniakami i zadrapaniami. Ranni mężczyźni siedzieli na krzesłach w salonie, a kobiety, które nie brały udziału w zamieszaniu, musiały opatrywać im rany. Wszystkie, łącznie z Kayth, miały na twarzach wyrazy poirytowania.
– Jesteś niemożliwy – warknęła kobieta do Scara, który skrzywił się lekko, gdy przemyła mu głębokie zadrapanie na ramieniu.  Gdybyś się nie wtrącił, kłótnia rozeszłaby się po kościach.
– Racja, ale co to za przyjęcie bez bijatyki? – odparł z krzywym uśmiechem.
– Udane?  podpowiedziała gotująca się ze złości Nadine. Stała nad siedzącym obok Julianem i przykładała mu mokrą szmatkę do policzka. Choć zarówno on, jak i Bóg Nocy zarzekali się, że nic im nie było, kobiety nie pozwoliły im odejść bez opatrzonych ran.
– Nudne – sprostował Scar. - Teraz mężczyźni długo nie zapomną o twoim wieczorku. Każda odniesiona rana będzie im o nim przypominać.
Kayth mocno zawiązała bandaż na jego ręce, dając upust swej złości. Była pewna, że plotki o niej, prowokującej do bijatyki, rozniosą się po pałacu w zawrotnym tempie. Julian i Scar broniący honoru aktorki – mogłaby dać sobie uciąć rękę, że będzie to temat tygodnia. Zapewne trafi na pierwszą stronę Podziemnego Świata, gazety wydawanej w Hadesie i redagowanej przez osoby, które prawdę uznawały za nieistotny szczegół.
Złośliwie poklepała Scara po zabandażowanym ramieniu i westchnęła. W sali zostało jeszcze tylko kilka osób, które korzystając z zamieszania, garściami pakowały pozostałe na stołach słodkości do kieszeni, myśląc, że nikt ich nie widział.
– Podejdź ze mną na chwilę do mojej komnaty, dobrze? - zwróciła się cicho do mężczyzny. Kiedy zobaczyła wesołe błyski w jego oczach, dodała chłodno: - Chciałabym ci oddać dziennik.
Ku jej zdumieniu, pokręcił głową.
– Nie wierzę, że to mówię, ale nie mogę go na razie przyjąć. Obiecałem, że pomogę ci odnaleźć Henry'ego i nie zrobiłem tego, a właśnie to było warunkiem naszej umowy. Mam wiele wad, ale łamanie obietnic do nich nie należy. Myślałem nad tym ostatnio i przyszło mi do głowy, że może pomogę ci w czymś innym... w dowiedzeniu się prawdy o sobie. Czy chciałabyś mi towarzyszyć w podróży do Hever, Kayth?
Spojrzała na niego, nie będąc pewną, czy sobie nie kpił. Nie spodziewała się po nim takiej propozycji. Myślała, że będzie musiała go błagać, by wziął ją do miejsca, które wskazał jej Propheta. Faktycznie, jednego nie można mu było odmówić – był honorowy. Świadczyła o tym chociażby rana na jego ramieniu.
– Chcesz mnie zabrać na powierzchnię Ziemi? - wykrztusiła. Nie mogła w to uwierzyć. Po latach spędzonych w ciemności miała wreszcie ujrzeć słońce, które dotychczas pojawiało się jedynie w jej snach.
– Niekoniecznie chcę... ale zrobię to – przyrzekł. - Nie myśl jednak, że czynię to bezinteresownie. Sam chętnie się dowiem, po kim odziedziczyłaś taki charakterek. Hekate może być twoją matką, ale do tanga trzeba dwojga.
Podejrzewała, że jego propozycja wynikała głównie z faktu, że sam chciał odwiedzić miejsce, w którym wychowała się Anne. Jego pobudki jej jednak nie interesowały. W przypływie sympatii przytuliła go mocno. Mężczyzna stał sztywno, nie wiedząc, jak się zachować. Nie był przyzwyczajony do okazywania czułości. Kobieta poczuła na sobie zaskoczone spojrzenia Juliana i Nadine, nie zwracała na nich jednak uwagi. Gdyby to im Scar złożył taką propozycję, tuliliby go znacznie dłużej.
– Dziękuję – wyszeptała, wreszcie go puszczając.
Zmieszał się lekko i odchrząknął.
– Pamiętaj, że spędzimy tam tylko tyle czasu, ile to konieczne. To nie jest podróż w jedną stronę. Osobiście dopilnuję, byś wróciła do Podziemia  dodał, w typowy dla siebie sposób chcąc zmniejszyć jej radość. Nie udało mu się to jednak, a na ustach Kayth nadal błyszczał szeroki uśmiech.
Zanim wyszedł z sali, dał jej kuksańca w bok ręką, którą przed chwilą opatrywała. Zmarszczyła brwi, a jej uśmiech zbladł.
– Jestem bogiem, słoneczko. Moje rany same się goją. – wytłumaczył, jednym ruchem zrywając bandaż. Jej oczom ukazała się idealnie gładka skóra. Mrugnął do niej.  Nigdy nie pogardzę jednak dotykiem pięknej kobiety.
Uśmiech zniknął z jej ust całkowicie, zastąpiony przez wyraz irytacji.

_______________________________________

Rozpoczęła się szkoła, przez co mam dużo mniej czasu na pisanie. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak przeżyję ten rok. Niemal codziennie wracam ze szkoły o szesnastej, a potem i tak muszę się uczyć jeszcze ze dwie/trzy godziny + czytać lektury. Jeśli zastanawiacie się nad wyborem profilu polski-historia-wos, odradzam. To jest naprawdę wyniszczający profil, osobiście prawie nie mam czasu dla siebie. A może to tylko moja szkoła taka jest...
Dobra, koniec użalania. Z rozdziału nie jestem szczególnie zadowolona, ale niezadowolona też nie. Ocenę pozostawiam Wam. W następnym wpisie Kayth i Scar wyruszą w podróż do Londynu, czego osobiście nie mogę się doczekać!
Od teraz rozdziały będą się pojawiać co trzy-cztery tygodnie. Staram się regularnie komentować Wasze opowiadania, jednak mogłam któreś przeoczyć. Jeśli u kogoś nie zostawiłam komentarza, dajcie znać! (:

PS. Niedawno Evelieb, założycielka Spisu Opowieści, przeprowadziła ze mną wywiad. Jeśli kogoś interesują moje porady, zapraszam do lektury (:

43 komentarze:

  1. Jedziesz maleńka :)
    Rozdział jest bombowy... a końcówka najlepsza. :D
    Tsaaa... Skąd ja to znam?
    Szkoła dom, szkoła dom? Tyle tylko że ja nie mam czasu na rysowanie :( I bardzo nad tym ubolewam ;(
    Ale jakoś wytrzymamy. Będę czekać z niecierpliwością na cd :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało :)
      Wytrzymamy, musimy wytrzymać! Powiem tylko, że ktokolwiek wymyślił realizowanie rozszerzenia w ciągu dwóch lat liceum, zamiast trzech, jest skończonym idiotą.
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Proszę :* Ten ktoś jest powalony xD
      Ale powiem jedno... W technikum identycznie jest...
      Ja wiem to, bo akurat skończyłam go. Teraz jestem w szkole zaocznie... Zawód TECHNIK MASAŻYSTA ;p

      Usuń
    3. Technik masażysta? Fajnie :D Będziesz mogła założyć własny gabinet ^^
      Dobrze wiedzieć, że to nie tylko u mnie tak jest.

      Usuń
  2. Ten rozdział jest naprawdę fajny i już nie mogę się doczekać ich podróży do Londynu :D To mój ulubiony duet na świecie ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak uważasz! :)
      Podróż do Londynu będzie bardzo... intensywna.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. kurczę, Scar mi tutaj zaimponował. mimo tej całej otoczki ohydnego zachowania (w stylu korzystanie z okazji przy samogojeniu sie ran) nie potrafię go nie kochać nie tylko za to,że rzucił się w sukurs dla Kayth (Napoleon, haha, rozwaliłaś system), ale przede wszystkim za to,że zachował się naprawdę w porządkku,kjeśli chodzi o dziennikj i że honor okazał się ważniejszy, niż dbani o reputację najbardziej chamskiego boga. najwyraźniej wszystko mówi,że należy udać się do Heaver i dobrze,że to juz w następnym rozdziale! będzie się działo,czuję to. trochę sie obawiałam wątku z Julianem,bo przyjacielem to może i byc, byle nikim więcej (ja jestem za Kayth i Scarem),ale może sie nie rozwinie nic z tego, bo Kayth wyjedzie z moi ukochanym bogiem:p Henry... smutna historia, muszę przyznac, szczególnie z tym,że dzieje się to drugi raz,a historia lubi się powtarzać... ale mam nadzieję,że tak źle się nie skończy, jak ostatnio. Zapraszam do mnie na notkę odnalezcprzeznaczenie.blogspot.com jestem ciekawa Twojej opinii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, że Scarowi zaczyna coraz bardziej zależeć na Kayth. On ją może "skrzywdzić", natomiast nie pozwoli na to nikomu innemu.
      W następnym rozdziale główni bohaterowie udają się do Londynu, a jeszcze w następnym do Hever. Pomyślałam, że miło byłoby odwiedzić dwudziestowieczną stolicę Wielkiej Brytanii.
      Na razie wszystko zmierza ku temu, by Julian był kimś więcej, niż przyjacielem... Ale zobaczymy :D
      Henry i Rosae są bardzo nierozważni, a to może się dla nich źle skończyć.
      Wpadnę do Ciebie jeszcze w ten weekend, przepraszam, że tak długo mi to zajęło!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  4. Przeczytałam ^^. Fajnie, że rozwiązała się tajemnica Henry'ego. Byłam ciekawa, jak się to rozwiąże i aż jestem zaskoczona, że to już teraz, myślałam, że pojawi się dopiero pod koniec opka. Ale fajnie wymyślone z tym romansem z Rosae, że to przez to przed laty został rzucony z powrotem na ziemię i urodził się jako chłopiec, którego poznała Kayth.
    Opis przyjęcia też wyszedł całkiem fajnie, i przy okazji wplotłaś kilka szczegółów dotyczących wydarzeń na ziemi, np. to, że zaczyna się XX wiek, albo to o prawach kobiet. W sumie ciekawe, czy kiedyś dojdziesz faktycznie do czasów Beatrice? Bo jestem ciekawa jej dalszych losów.
    Ta bójka mnie trochę zdziwiła, nie spodziewałam się, że ich kłótnia przerodzi się w coś takiego. Z jednej strony to było śmieszne, że dorośli faceci, wśród których były i różne osobistości, zachowywali się w taki sposób, z drugiej, to aż trochę dziwne, że tyle rzeczy się dzieje wokół Kayth. Ale podobało mi się to, że się im postawiła ^^.
    Jestem też bardzo ciekawa wypadu do Londynu, jako że pałac w zbyt dużej ilości czasami troszkę nudzi, bo większość akcji jak dotąd się tam działa, no i zastanawiam się, czego ciekawego się dowiedzą, gdy tam trafią ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemnicy Henry'ego nie uznałam za na tyle ważną, by rozwiązywać ją przez całe opowiadanie :) Są inne tajemnice, które zamierzam rozwiązać dopiero pod koniec - m.in. co się stało z Anne :)
      Do czasów Beatrice dojdę pod koniec opowiadania, wplotę zarówno ją, jak i Hermesa.
      Hades jest bardzo nudnym miejscem, a bójki zawsze dostarczają rozrywki :D Kayth ma dar wpadania w tarapaty.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  5. Ten rozdział różni się od innych ale nie jest przez to wcale gorszy.
    Wręcz przeciwnie moim skromnym zdaniem.
    Muszę przyznać, że tajemnica Henry'ego mnie zaskoczyła i widząc go jako dorosłego mężczyznę dziwnie się czułam.
    Cieszę się jednak, że było to jak najbardziej pozytywne połączenie Kayth i jego.
    Muszę też przyznać, że spodobał mi się moment bójki między mężczyznami.
    Scar jest dokładnie takim typowym facetme i za to właśnie go lubię.
    Nigdy do końca nie wiadomo czego można się po nim spodziewać.
    Mam cholernie mieszane uczucia i sama nie wiem czy go lubię czy nie
    Jakoś tak ten facet wyzwala we mnie dziwne uczucia których nie umiem rozpoznać.
    I też nie mogę się doczekać ich wyjazdu do Londynu.
    Czuje że przeżywać będę to równie mocno jak sama Kayth.
    No i Scar ma dziwny sposób pokazywania swoich uczuć.
    Nikomu nie pozwala jej ruszyć, ale on sam może.
    Normalnie przyznaje bez bicia czasmai mam wielką ochotę go udusić.
    Pozostaje mi czekać na ciąg dalszy i pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni się od innych? Nie zauważyłam :D
      Scara albo się kocha, albo nienawidzi. Choć ja czasami mam ochotę go udusić, a innymi momentami przytulić.
      Scar jest trochę... skrzywiony. Niemniej dobrze, że wstawił się za Kayth, bez jego pomocy mogłoby się to źle skończyć.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  6. Na początek przepraszam, że nie pojawił się ode mnie komentarz pod poprzednim rozdziałem. Cały czas byłam przekonana, że go tam zostawiłam. Dopiero kilka dni temu zobaczyłam, że go nie ma. Nie mam pojęcia co się z nim stało. Przepraszam.
    A teraz przejdźmy do treści. Zaskoczyłaś mnie niesamowicie. Henry był tuż pod nosem Katyh. Ale mi też by nie przyszło do głowy żeby go szukać na Polach Elizejskich. Nieładnie ze strony Scara, że nic jej nie powiedział. Zastanawia mnie tylko po co szukał z nią chłopca w Erebie, skoro wiedział gdzie jest. Z drugiej strony ładnie postąpił wywiązując się z umowy. Myślałam, że Scar to taki drań, a on tu z uczciwością wyjeżdża. :)
    Podobało mi się też, że wstawił się za Katyh, chociaż nie musiał się już bić, ale jak to przez niego powiedziałaś, co to za impreza bez bójki. :D
    Jestem niezmiernie ciekawa co się wydarzy w Hever.
    Julian wydaje się ciekawą postacią. Czy można liczyć na coś więcej między nimi, czy to Scar będzie miał ten honor?

    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny i czasu!
    Dziękuję pięknie za komentarz u mnie.
    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać! Mi samej nieraz się usuwają komentarze i chyba nie ma bardziej irytującej rzeczy na blogosferze, niż to.
      Scar powiedział Kayth, że nie miał pojęcia, iż Henry został wyciągnięty z Erebu. Kto wie, może nie kłamał ;)
      Impreza bez bójki jest nudna, Scar chciał oczywiście zrobić Nadine przysługę i rozkręcić przyjęcie :D
      Zdecydowanie możesz liczyć na coś więcej, między Kayth i Julianem :) Nie musisz dziękować za to, że zostawiłam komentarz u ciebie, bo to ja powinnam przepraszać, że zrobiłam to tak późno. Niestety ostatnio nie mam na nic czasu :(
      Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Wreszcie doszłam do końca i jestem na bierząco ! Podsumowując. Twoje opowiadanie jest po prostu genialne, takie profesjonalne. Czyta się wyśmienicie i rozpływam się z zachwytu ! Przez wszystkie rozdziały przeleciałam jak struś pędziwiatr i normalnie chylę czoła przed twoim talentem. Poważnie. (W sumie wydaje mi się że pisałam o tym wszystkim w poprzednich komentarzach)
    Co do rozdziału. Scar mi po prostu zaimponował ! Matko wszczął bójkę żeby bronić Kayth - to było takie słodkie ! (Haha Napoleon) Szkoda mi tylko Nadine, że jej przyjęcie się rozwaliło. Eh ci mężczyźni i ich zacofane myślenie. Cieszę się, że wątek Henry'ego został wyjaśniony. Jego miłosna historia z Rose była cudowna <3 haha to by dopiero było, gdyby Hades dowiedział się o ich związku po raz drugi ;) (tak w ogóle to on nie wie co dzieje się w jego pałacu ? Jak to ;o) Nie dziwię się, że Rosae tak martwi się, żeby to nie ujrzało światła dziennego. Mam nadzieję, że nigdy się to nie wydarzy. Tak właściwie to kogo Hades "wybrał" na zięcia idealnego ? Corocznie spotkanie u Nadine bardzo mi się podobało. Tylko wytłumacz mi dlaczego nie wiadomo z kim przyszedł Scar. Podałaś chociaż jej imię ?
    Scar widać jest bardzo honorowy. To było piękne z jego strony, że nie wziął dziennika. ;) już się cieszę na tę wyprawę na ziemię ;) (Wezmą Cutiego ?)
    Tak się zastanawiałam, kiedy znów pojawi się szanowna postać, co udziela Kayth rad. Komu tak bardzo zależy, aby dziewczyna odkrywała tajemnice Anne ?
    W końcówce Scar nie byłby Scarem gdyby nie zrobił tak jak zrobił. Uśmiechnęłam się kiedy zerwał ten bandaż. Bardzo mi się podobało ;) Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę czasu na pisanie i rzecz jasna weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że doszłaś do tego rozdziału. Rzeczywiście bardzo szybko wszystkie nadrobiłaś, z czego bardzo się cieszę :) Cieszę się również, że Kraina Ci się spodobała i że komentowałaś każdy rozdział, to naprawdę wiele dla mnie znaczy, że ktoś docenia moją pracę i komentuje na każdym etapie powstawania.
      W rozumowaniu Scara on nie zepsuł przyjęcia Nadine, a jedynie je ulepszył. Oczywiście Nadine tak nie uważa.
      Bardzo źle by się to skończyło dla Henry'ego gdyby Hades dowiedział się o ich związku. Byłoby niezłe zamieszanie, trzeba przyznać.
      Hades na razie prowadzi negocjacje co do zamążpójścia Rosae. Musi zdecydować, który z potencjalnych kandydatów ma mu najwięcej do zaoferowania ;) Wiesz, to transakcja biznesowa.
      Nie podałam imienia towarzyszki Scara, ponieważ nie jest ona istotną postacią. To tylko jedna z wielu jego adoratorek.
      Co do wzięcia Cutiego na ziemię, to jeszcze nie zdecydowałam. Z jednej strony to nienormalne brać Zilanta na ziemię, a z drugiej Cutie by się chyba zapłakał, jakby musiał zostać bez Kayth.
      Do Ciebie wpadnę, wpadnę na pewno! Po prostu nie mam na nic czasu, mam masę nauki. Postaram się wszystko u Ciebie nadrobić do końca września (uda mi się, jestem tego pewna!).
      Dziękuję! :*

      Usuń
  8. Widzę, że ten rozdział jest zapowiedzią do większej akcji. Problem Henry'ego rozwiązany... no, może nie do końca. Podobno ktoś od Scara do niego przyszedł. Ja myślę, że ci panowie nie mogli mieć z nim związku. Gdyby wiedział gdzie jest chłopiec, to czym prędzej by tam zasuwał, a potem rozpowiadał jaki to on genialny. Oddanie laurów w czyjeś ręce jest zdecydowanie nie w jego stylu. Ci dwaj to chyba mają coś wspólnego z zakapturzonym gościem. Z kolei co do niego, to zaczynam mieć przeczucie, że jest połączony z ziemską rodzinką Kayth.
    Odnośnie przyjęcia, herbaty z całego świata. Bardzo oryginalnie, nie spodziewałabym się czegoś takiego. Biedna Nadinka. Urządza przyjęcie bezalkoholowe (nie licząc szampana, ale zakładam, że Platon wszystko wyżłopał), a tu i tak bójka. Oj, Scar to ma talent, Eris go musi uwielbiać. Poza tym dorobił się u mnie małego plusa za bycie honorowym. Bardzo ładna cecha, może jeszcze coś z niego będzie. No, ale wszczynanie bójki dla zabawy nie było ładne. Ach, i Napoleon – jesteś mistrzynią! Uwielbiam, jak wstawiasz znane postacie. Jeszcze co do nich, trochę się stęskniłam za Platonem. Myślę, że to jeden z lepiej wykreowanych przez Ciebie charakterów – inteligencja i egocentryzm, gdyby był jeszcze seryjnym zabójcą, to mogłabym czytać o nim książkę :) – więc cieszę się, że się znowu pojawił. A tak przy okazji charakterów, tęsknię za Cutiem :<. A teraz Julian – syn władcy piorunów? I w dodatku miły? Hmmm... zbyt idealny. Śmierć rychłą wyczuwam. A jeśli nie, to chociaż jakieś namieszanie w akcji, bo jest zbyt blisko Kayth, żeby mu się nic nie stało.
    No proszę, Londyn w następnym rozdziale... i jak ja wytrzymam te trzy tygodnie? :(
    Właśnie zauważyłam link do Twojego wywiadu. Zaraz się biorę za czytanie :). Tylko trochę świruje mi link do Spisu Opowieści, jak najeżdżam myszką.
    Wesołego (i w miarę nieciężkiego) roku szkolnego życzę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się tok twojego rozumowania w sprawie Henry'ego, niestety na razie nie zdradzę, czy jest on słuszny (:
      Przyjęcia w Hadesie nigdy nie obędą się bez większej akcji, a Nadine zdążyła się o tym przekonać. Podejrzewam, że co roku tak się dzieje, że jej idealne przyjęcie doznaje jakiegoś uszczerbku :D
      Muszę kiedyś wprowadzić postać Eris do Krainy (w moim poprzednim opowiadaniu się pojawiła) i zobaczyć, jak się dogada ze Scarem, choć pewnie, tak jak mówisz, doskonale.
      To opowiadanie byłoby nudne bez postaci historycznych! Ostatnio sobie pomyślałam, że wstawię kiedyś mówiącego wierszem Homera, to byłoby fajne ^^
      Cutiego w najbliższym czasie będzie malutko, ale kiedyś to wynagrodzę. Losów Juliana nie zdradzę, bo wtedy zdradziłabym końcówkę całego opowiadania :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  9. Cieszę się, że Henry się odnalazł i mimo faktu, że Kayth obiecała mu odszukanie go i zabranie z Erebu i nie udało jej się to, chłopak nie żywi do niej urazy, a dodatkowo utrzymują dobry kontakt i spotykają się ze sobą.
    Zaskoczyło mnie to, że Rosae znała już wcześniej Henrego i można powiedzieć, że to przez ich miłość z powrotem wylądował na ziemi, lecz tym razem jako mały chłopiec. Miejmy nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy, a relacja tej dwójki zostanie utrzymana w tajemnicy.
    Szczerze mówiąc nie pojmuję, jak można narzucić komuś partnera do życia. Skoro Rosae kocha Henrego i przez tyle czasu nic się nie zmieniło, to jej ojciec powinien odpuścić. Och, żeby to było takie proste.

    Relacja Kayth z Julianem wydaje mi się taka czysto przyjacielska, mimo faktu, że wszyscy dopingują im i życzą miłości. Nie wydaje mi się jednak żeby coś z tego było. Myślę, że ich znajomość oparta będzie jedynie na więzi przyjaźni i mimo tego, że Kayth może nie zdawać sobie z tego sprawy, ja czuję, że będzie ze Scarem.
    Swoją drogą uwielbiam sytuacje, gdzie Kayth i Scar grają główne role. Ich charaktery są tak różne, ale jak bardzo oryginalne. Oboje są temperamentni, choć po Bogu Nocy widać to bardziej.
    Kayth mimo swej dobroci i uprzejmości, potrafi wyrazić swoją opinię, nawet jeśli może się to komuś nie spodobać. Uważam, że bardzo dobrze iż wypowiedziała się na temat równości kobiet i mężczyzn i strasznie ucieszył mnie fakt, że nawet Scar poparł ją i umiejętnie wystraszył tych zacofanych mężczyzn. No, może jedynie ta bójka nie była potrzebna, ale najwidoczniej Scar był żądny wrażeń. :b
    Uwielbiam jego arogancję. Końcowy fragment całkowicie to oddał. :)
    Ach, i wcale nie dziwię się reakcji Kayth na wieść o tym, że Scar pomoże jej dowiedzieć się o swojej przeszłości. Myślę, że była tego strasznie ciekawa… z resztą, kto by nie był?

    Gdy Nadine i Kayth opatrywały rany Julianowi i Scarowi, pomyślałam sobie, że właśnie w takiej konfiguracji ich widzę – Nadine z Julianem, a Kayth ze Scarem. :)

    Ok, na tym kończę. Po raz kolejny powtórzę, że jesteś wspaniała, a rozdział cu-do-wny!! Naprawdę masz wielki talent i zupełnie nie wiem, dlaczego nie podobał Ci się ten rozdział. :)
    Uciekam.

    http://nothing-happens-by-chance-flyaway.blogspot.com/
    miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henry na pewno żywi względem Kayth jakąś tam urazę. W końcu tyle na nią czekał, a ona się nie zjawiła. Niemniej, chce jej wybaczyć, bo czuje, że ona na to zasługuje.
      Hades dalej funkcjonuje jak osoba ze średniowiecza - to ojciec wybiera męża, a córka nie ma nic do gadania.
      Również uwielbiam sceny z dwójką głównych bohaterów. Scar i Kayth są całkowicie różni, a jednak podobni. Tyle tylko, że Kayth potrafi się kłócić w nieco bardziej... cywilizowany sposób :D
      Nadine&Julian, Kayth&Scar... połączenie idealne, zwłaszcza że Nadine i Juliana łączy wspólna przeszłość, o czym będzie mówione za kilka rozdziałów. Niestety w Krainie nic nie jest takie proste.
      Ale słodzisz! Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Bardzo, ale to bardzo przepraszam za te spóźnienia. :( Wszystko wyjaśnię przy kolejnym rozdziałem, a w wolnym czasie, który mam nadzieję przybędzie szybko, porządnie skomentuję!

    Całuję i jeszcze raz przepraszam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, doskonale wiem, jak to jest nie mieć na nic czasu (:

      Usuń
  11. Wybacz, że tak późno przybywam, ale nie miałam zbyt wiele czasu, a Twoje rozdziały nie należą do najkrótszych. tera jednak wreszcie znalazłam chwilę by zagłębić się w dalszy ciąg wydarzeń i oto jestem;) Przede wszystkim jestem pod wrażeniem uczucia Henryego. Chłopak ryzykuje naprawdę wiele i to nie po raz pierwszy. Raz już dostał karę za swoją miłość i dziwię się, ze po tym wszystkim, co przeszedł nie ma oporów przed kontynuacją tej znajomości. Kobiecie nie grozi zbyt wiele, a jemu naprawdę dużo. Mimo to podziwiam, bo widać, że to uczucie jest naprawdę duże i przede wszystkim prawdziwe. I jestem pewna, że Kayth nie zrobi nic by przeszkodzić w ich miłości. Cieszy mnie również, że poprawiła swoje stosunki z Henrym i że odnowili swoją przyjaźń. To był bardzo ważny wątek i cieszę się, że został już wyjaśniony.

    Natomiast bardzo rozbawiła mnie sytuacja na przyjęciu. Nie sadziłam, że Scar będzie z takim zapałem bronił kobiety, która non stop go tylko wkurzała. Jak widać kto się czubi ten się lubi, ale żeby coś takiego? No jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem. Nie spodziewałam się po nim takiego bohaterstwa. A Kayth przybijam piątkę, że jako jedyna z towarzystwa potrafiła się odezwać i utrzeć nosa tym napitym wieśniakom. I jestem strasznie ciekawa jak potoczy się ich druga wyprawa tylko we dwoje. Nadal czekam na wątek miłosny, haah:D

    Pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związek Rosae i Henry'ego jest oparty na naprawdę dużym uczuciu :) Był taki już sto lat wcześniej, a teraz, po tak długiej rozłące, jedynie urósł w siłę. Henry ma wiele do stracenia, ale jest gotowy to wszystko zaryzykować dla Rosie, choć obydwoje dobrze wiedzą, że ich przyszłość nie rysuje się kolorowo.
      Scar rzeczywiście zaszokował i choć sam się do tego nie przyznał, polubił Kayth. I zdecydowanie nie dałby jej obrażać jakimś "wieśniakom" (wybacz, Napoleonie) :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  12. EJ! NO TO JEST PO PROSTU CHAMSTWO! JAKIE OGRANICZENIA ILOŚCI ZNAKÓW? ZGŁASZAM SPRZECIW!
    Podzielę kom na dwa. Nie dam się bloggerowi i nie będę niczego skracać.
    Zacznijmy od początku, wytnijmy zalatujące bulwersem wejście. :D

    Witaj, kochana! ♥
    Może zacznę najpierw od przeprosin. Obiecałam Ci już nawet nie pamiętam ile razy, że gdy tylko będę miała czas, nadrobię Twoje opowiadanie. Oczywiście, zamierzałam dotrzymać słowa, ale minęło naprawdę dużo czasu, zanim tę obietnicę w końcu spełniłam. Wybacz mi proszę. W tygodniu nie bardzo mam czas i siłę, a w weekendy chcę często odpocząć od wszystkiego i nie mam energii na nic. Dzisiaj jednak stwierdziłam, że to dziś będzie ten dzień, w którym wpadnę do Krainy Hadesa na dłużej. I, jak widać, jestem. :D
    Może to nieco samolubne, ale pewnie już dawno byłabym na bieżąco, gdyby nie to, że w pewnym momencie stwierdziłam, że gdy skończę rozdziały zbyt szybko, będę musiała czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Pokrętna logika, ale w ten sposób miałam świadomość tego, że w każdym momencie będę mogła czytać dalej. xD I zostawiłam sobie dwa rozdziały, a potem ilość tych zaległych jeszcze się zwiększyła. Dlaczego wtedy ich nie przeczytałam? Patrz pierwszy akapit. :') Nadrabiałam je jednak powolutku i na dziś pozostały mi tylko trzy rozdziały.
    Naprawdę uwielbiam Twoje opowiadanie. Na żadnym z rozdziałów się nie zawiodłam, w każdym odwaliłaś naprawdę kawał dobrej roboty. Jestem dla Ciebie pełna podziwu, że piszesz opowiadanie oparte na świecie mitologicznym z postaciami historycznymi. W dodatku przez całe opowiadanie ma się wrażenie, że wiesz, o czym piszesz i nie jest to kaprys. Choć sama uwielbiam i mitologię i historię, to nie jestem mocna ani w jednym, ani w drugim. Podziwiam Cię, naprawdę.
    Fabułę planujesz cudownie i ciekawie. Te wszystkie wątki, teoretycznie całkiem osobne, w praktyce splatają się w niesamowitą całość. Aż nie mogę uwierzyć, że piszesz rozdziały i nie planujesz dokładnie każdego kroku, a wszystko tak dobrze Ci wychodzi. Chciałabym tak umieć, nauczysz mnie? :D
    Co do bohaterów:
    Scar... Tu na pewno Cię nie zaskoczę, gdy napiszę, że to mój ulubieniec. Uwielbiam kibicować takim bohaterom, jak on. Zakochałam się w nim już dawno, a moja miłość tylko pogłębia się wraz z każdym rozdziałem. Czuję się o niego zazdrosna. (Do czego to doszło. xD)
    Kayth... Ciężko mi określić, co tak naprawdę czuję w stosunku do niej. O ile co do Scara moje uczucia wydają mi się jasne i klarowne, tak nie wiem, co tak naprawdę myślę o Kayth. Ani jej nie uwielbiam, ani nie pałam do niej jakąś niechęcią. Obojętna jednak też mi nie jest. Nie wiem, może to dziwne, ale naprawdę nie wiem. Może wkrótce się dowiem :D.
    Henry... Ciężko mi się jest przestawić i przestać myśleć o nim, jak o małym chłopcu. Mimo to nie przestałam go lubić. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem, że może być Ci dziwnie o tym czytać albo ciężko w to uwierzyć, bo miałam przez długi czas mnóstwo zaległości, ale naprawdę jestem zakochana w Twoim opowiadaniu. Aż zaczęłam opowiadać o nim mojej koleżance (często nawijam o ulubionych książkach i opkach) i mam zamiar wysłać jej linka do Twojego bloga, żeby sama zaczęła go czytać. Myślałam też o tym, żeby dodać Twojego bloga do osobnej zakładki na moim blogu, żeby był lepiej widoczny i nie zrobiłam tego tylko dlatego, bo nie chcę, by inni blogerzy czuli się pokrzywdzeni. (Nienawidzę sprawiać ludziom przykrości, a blogi innych blogerów też czytam i je lubię.) Mam jednak nadzieję, że i bez tego ktoś tu ode mnie zajrzy i na pewno nie będzie żałował. Piszę Ci o tym nie dlatego, żebyś czuła mi się coś winna, NIE! NIE! NIE! (Niech Ci to nawet przez myśl nie przejdzie!) W zasadzie zastanawiałam się, czy Ci o tym napisać, ale stwierdziłam, że chcę Ci dobitnie udowodnić, że Twój blogowy sukces nie jest przypadkowy. Chcę, żebyś wiedziała, że bardzo Ci kibicuję, naprawdę masz talent i powinnaś rozwijać się w tym kierunku. I nie rezygnować! Jeśli kiedyś wydasz książkę, chcę mieć ją w swoich łapkach. I jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy, że Twoje opowiadanie nie jest cudowne, natychmiast pisz do mnie, a ja Ci to wyperswaduję z głowy! Okay? Mam nadzieję, że nigdy nie dojdziesz do takiego wniosku i nie stracisz wiary w swoje umiejętności.Twoja twórczość jest dla mnie taką perełką wśród mnóstwa blogów w blogosferze.
    A co braku czasu, doskonale Cię rozumiem. Jestem co prawda na biol-chemie, ale również materiału do przerobienia mam tyle, że z lekcji na lekcję nad samą biologią siedzę koło trzech godzin, a gdzie chemia? A także pozostałe bzdurne przedmioty, które są mi tak potrzebne jak psu na budę? Więc gdy będzie Ci ciężko, pomyśl sobie, że nie jesteś sama i łącz się ze mną w bólu. Może będzie nam wtedy lżej. :D
    PS. Nawet nie wiesz, w jakim byłam szoku, gdy wpadłam przypadkiem na Spis Opowieści i zobaczyłam wywiad z Tobą. (Nie przeczytałam wcześniej informacji pod tym rozdziałem, z prostej przyczyny: jeszcze do niego wtedy nie doszłam. xD). Jest genialny.
    Jeju, ale Ci słodzę. Mam nadzieję, że ten poziom cukru jest jeszcze w normie. xDDD (Ach ten biol-chem. To już nie jest normalne. xD)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak miło się czyta taki komentarz!
      Uwielbiam Twoje opowiadanie, dlatego jeszcze bardziej się cieszę, że Tobie podoba się moje. To chyba znaczy, że nie jest z nim najgorzej :D
      Doskonale rozumiem brak czasu, nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. Sama obiecuję zaglądać na blogi moich czytelników i zazwyczaj tyle mi to zajmuje, że muszą mi przypominać. Ale to nie moja wina. Wracam ze szkoły, uczę się, czytam lektury. Dziennie mam około 2 godziny wolnego czasu i pożytkuję go na oglądanie seriali :D
      Mitologię z historią splata się dość trudno i zapewne popełniam wiele błędów, ale żaden z moich czytelników nie jest historykiem i mi ich nie uświadamia... Może to i dobrze, bo mogłabym się załamać.
      Nie jesteś wyjątkiem, wszyscy lubią Scara (no, prawie wszyscy). Bardzo się z tego cieszę, bo chyba każdy autor chce, żeby czytelnicy mieli ulubioną postać. Wiesz, że Scar przypomina mi Twojego Haydena ^^
      Kayth jest dość trudna do odszyfrowania. Raz jest przemiła, drugim razem się umie strasznie rządzić. Myślę jednak, że z czasem ją polubisz, bo szykuję dla niej ciekawe wydarzenia (jakby dotychczas nie miała ciekawego "życia"!).
      Dla Henry'ego od dawna planowałam stanie się dorosłym mężczyzną, ale doskonale rozumiem, że trudno może się być przestawić. Mimo wszystko, mam nadzieję, że wątek jego i Rosae wynagrodzi Wam to, że nie jest już chłopcem.
      Słodzisz strasznie, ale nie narzekam! :D Naprawdę miło jest słyszeć takie słowa. Jeśli jednak zobaczysz jakieś błędy, czy niedociągnięcia, nie krępuj się o nich poinformować, chętnie słucham zarówno słów pochwały, jak i krytyki.
      Cieszę się również, że podobał Ci się wywiad na Spisie, to był mój pierwszy wywiad :D Nawet mi się to spodobało, w sumie nie miałabym nic przeciwko udzielaniu takich na co dzień, jak już będę sławniejsza od Johna Greena, hahah ;))
      Jeszcze raz dziękuję za długi i treściwy komentarz! Dodam, że z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział u Ciebie, zwłaszcza, że ostatni skończył się swego rodzaju cliffhangerem! :*

      Usuń
  14. Wreszcie znalazłam czas, aby odwiedzić Krainę. Przepraszam, że to tak długo trwało. Najpierw wyjazd, potem przywleczona z niego choroba, a teraz zamieszanie ze studiami oraz inne problemy. Na szczęście znalazłam chwilkę i z radością weszłam na Twojego bloga. Pragnę też podziękować za to, iż znalazłaś czas dla DP.

    Jak widzę, akapity są na swoich miejscach, więc pewnie odnalazłaś złoty środek dla nich. Wszystko wygląda teraz ładnie oraz zgrabnie.
    Skupmy się jednak na treści.
    Pierwsze pytanie jakie przychodzi mi do głowy, to tożsamość tajemniczej postaci, która kieruje poczynaniami Kayth. Zastanawia mnie kim ona lub on jest i jakie są jego/jej motywacje. Chce dobrze, czy źle dla bohaterów i czy ma coś wspólnego z czymś więcej, niż Anną, Scarem i Kayth? Może chodzi o sprawy Olimpu?
    Zastanawia mnie również w jaki sposób Henry dotarł na Pola, skoro on twierdzi, że syn Hadesa o tym wiedział, natomiast sam Momos upiera się, iż nie miał o niczym pojęcia. Tym razem wierzę w jego wątpliwą prawdomówność.
    Czuję zbliżające się rozwiązanie większości zagadek.
    Cudownym zwieńczeniem całego rozdziału była kłótnia Napoleona z Kayth, a potem bijatyka. Bohaterka ma już o jednego wroga więcej. Ciekawe kto jeszcze dojdzie to tej listy.

    Cóż mogę jeszcze dodać? Czekam na wyczekiwaną wyprawę Scara i Kayth. Trzymam kciuki za wenę oraz życzę powodzenia w szkolnych bataliach.
    Ściskam i pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale znam zjawisko braku czasu, więc nie musisz mnie przepraszać! Ja sama mam coraz mniej czasu zarówno na pisanie, jak i czytanie.
      Z akapitami nareszcie doszłam do ładu i jestem z siebie bardzo dumna :D
      Tożsamość tajemniczej postaci zostanie ujawniona dopiero w końcówce opowiadania :) Scar rzeczywiście nie maczał palców w wydostaniu się Henry'ego z Erebu, ale to wyjaśnię w następnych rozdziałach ^^
      Tak, Kayth zrobiła sobie wroga, chyba pierwszego w życiu. Scar ma na nią demoralizujący wpływ ;)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  15. Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś. Nigdy nie spodziewałabym się, że przez ten cały czas Henry był tuż pod nosem Kayth! W dodatku czytanie o nim, jako dorosłym mężczyźnie, było naprawdę dziwne. Zdziwiło mnie też, że już wcześniej znał się z Rosae i to w sumie przez ich związek został zesłany z powrotem na ziemię. Z drugiej strony, to naprawdę piękne, że ich miłość przetrwała przez tak długi czas. To okropne, że dwójce zakochanych w sobie ludzi zakazuje się kochać. Bardzo gorąco im kibicuję i mam nadzieję, że ich tajemnica nie ujrzy światła dziennego, a ich uczucie będzie stale pielęgnowane. Nie dziwię się, że Rosae bierze sprawy w swoje ręce i ‘przestrzega’ Kayth przed Julianem. Kocha ukochanego i nie chce, żeby coś lub ktoś stanął na drodze do ich szczęścia.
    Spodobał mi się pomysł herbacianego przyjęcia i chyba nigdy nie podejrzewałabym o coś takiego Nadine :D Lubię Juliana, choć wiem o nim mało. Wydaje się być bardzo miłym i sympatycznym facetem, który chyba jednak coś tam czuje w stosunku do Kayth, która bardzo mu ufa, skoro powiedziała mu o całej sprawie z Henry’m. To, że wszyscy na każdym kroku wmawiają im, że są dla siebie kimś więcej, musi być bardzo wkurzające, ale chyba coś w tym jest.
    Scar, Julian i Platon mi bardzo zaimponowali, że nie bali się stanąć po stronie Kayth. To było kochane. Szkoda mi tylko Nadine. Ach, ci mężczyźni!
    Wspominałam już, że uwielbiam Platona? Tak? Więc powtórzę. Uwielbiam Platona! Jest on tak sadystycznym i wrednym mężczyzną z ciętą ripostą, że aż się uśmiecham, kiedy tylko jest o nim mowa.
    Londyn? To może być naprawdę ciekawe! Nie mogę się doczekać, jednak z wytęsknieniem wyczekuję też rozwinięcia pary Persefona & Hades!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!
    Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego, gdzie był Henry, nie spodziewałby się chyba nikt. Cieszę się, że udało mi się Was zaskoczyć :)
      Związek Henry'ego i Rosae to rollercoaster i nie zawsze będzie szedł z górki. Przygotowałam dla nich kilka niemiłych niespodzianek.
      Wydaje mi się, że wszyscy, oprócz Kayth i Juliana widzą coś, czego oni nie potrafią dostrzec. Może z czasem to się zmieni.
      Cieszę się, że polubiłaś Platona, ja też darzę go dużą sympatią!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  16. Zapraszam na http://apprentice-rangers.blogspot.com/ może ci się spodoba.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Ha! Zdążyłam przed publikacją nowego rozdziału.
    Mogłabym tym razem zwalać na studia, ale prawda jest taka, że tekst przeczytałam jakiś czas temu, a ze skomentowaniem jak zwykle miałam problem. Chyba za bardzo wczuwam się w to opowiadanie xD

    Nadal nie mogę uwierzyć, że Henry przez ten cały czas był tak blisko. Przecież Kayth poleciała ze Scarem go szukać, to ich odesłali. Dodatkowo, Scar nie wie, że Henry jest na Polach Elizejskich, bo powiedział K. że pomoże jej w dalszych poszukiwaniach ze względu na umowę. Tak więc to wszystko wydaje się być takie zagmatwane.
    Cóż, cieszę się, że Kayth udało się spotkać z Henrym po tylu latach, tym bardziej, że on wydaje się wcale nie przejmować faktem, iż za szybko nie zaczęła go szukać. Jednak sama stawiam, że to tylko pozory. Tym bardziej, że rzadko kiedy ludzie wybaczają coś takiego, a kiedy ma się przed sobą wieczność... Cóż, chyba nikt nie jest skory do tego, aby zrozumieć.

    Przyjęcie u Nadine na początku było nudne. Zastanawiałam się, dlaczego bohaterowie tak czekali na to wydarzenie, ale wygląda na to, że musiałabym po prostu żyć jak oni, aby to zrozumieć. Natomiast ta bójka i zagrywka słowna sprawiły, że naprawdę zainteresował mnie ten fragment. A biorąc jeszcze pod uwagę wypowiedź Scara: Kayth przewyższa cię... pod każdym względem. to zaczęłam sobie wyobrażać Napoleona jako męską świnię, szowinistę, który od razu zrobił się cały czerwony ze złości i wstydu na twarzy. Dobrze, że nigdy nie lubiłam go jako postaci historycznej.

    Jestem ciekawa kolejnego rozdziału. Czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często tak mam, że przeczytam, a nie skomentuję, więc doskonale cię rozumiem. Zwlekam z komentarzem, a potem w końcu zapominam, co się działo w rozdziale :P
      To opowiadanie jest bardzo zagmatwane, czasem aż za bardzo ^^ Henry rzeczywiście chowa urazę do Kayth, ale nie jest typem osoby, która będzie się chciała na niej zemścić... przynajmniej nie od razu.
      Też nigdy nie lubiłam Napoleona i podejrzewam, że był właśnie taki, jakim go przedstawiłam (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  18. Przeczytałam. Gdy tylko ochłonę i pomyślę nad komentarzem, spróbuję jak najlepiej skomciać rozdzialik!
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że przeczytałaś! :*

      Usuń
  19. Cześć ;*

    Bardzo się cieszę, że w końcu, trafiłam na opowiadanie powiązane z mitologią, którą wręcz uwielbiam. Swoją drogą od dłuższego czasu zastanawiałam się nad tym, czy nie napisać opowiadania o Persefonie jednak najpierw postanowiłam dokończyć swoje ff. Rozdział bardzo mi się podobał, zawarłaś w nim wiele istotnych informacji, dzięki którym niektóre nurtujące mnie pytania w końcu zyskały odpowiedź. Swoją drogą, to zazdroszczę ci tego, że chodzisz do liceum i to jeszcze na humana! Ja niestety wybrałam się do technikum na gastronomię i teraz za to płacę ;'( Bardzo spodobało mi się to opowiadanie. Dołączam do obserwowanych i linków.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Demetria
    Ps: zapraszam do ciebie na: www.cien-ksiezyca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie o Persefonie zdecydowanie byłoby ciekawe :) Sama kiedyś się nad takim zastanawiałam, ale stwierdziłam, że umieszczę ją w Krainie jako postać drugoplanową :)
      Po gastronomie możesz otworzyć własną knajpę/restaurację. Jeśli natomiast mnie nie przyjmą na prawo to po mnie :c
      Dziękuję i obiecuję niedługo do Ciebie wpaść! :*

      Usuń
  20. Oczywiście, że Scar musiał wiedzieć. Ale łatwą drogą chciał zdobyć dziennik i dlatego się zdecydował na taki krok. Nie rozumie tylko dlaczego wcześniej postanowił wyciągnąć chłopca z Erebu, czyżby wiedział, że chłopca i Kayth łączyła szczególna więź.
    Anna już za życia była tak toksyczna, że temat o jej osobie przewijał się przez setki lat i po jej śmierci i po zniknięciu z Pól Elizejskich.
    Ale Kayth może naprawdę powinna odwiedzić Hever, to pomogłoby poznać jej życie na ziemi, jej przeszłość.
    Och, Scar i Kayth naprawdę mogliby być kiedyś razem! Byłaby z nich iście dobrana para :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowny rozdział! A końcówka BOSKA! coś tak myślałam, że dziwne trochę, by bóg miał rany, ale i tak byłam zaskoczona na koniec.
    Mamy sporo tajemnic, przez co czuję jeszcze większą potrzebę, by czegoś się dowiedzieć.
    Ogólnie zdziwiłam się, że Scar "obronił" Kayth, ale tę dwójkę łączą bardzo fajne relacje, więc dobrze, że to zrobił!
    8/10 ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Co to by była za imprezka bez zadymy i bijatyki xD
    Ciekawe kto sprowadził Henrego do pałacu skoro nie był to Scar. Może Platon? W końcu po coś tam jest jako postać, wydaje mi się, że on się świetnie bawi tak innym we łbach mieszając.
    Na dziś koniec, reszta jutro, albo za tydzień.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i bym zapomniał - w temacie feminizmu i ruchu wyzwoleńczego kobiety. Kiedyś on miał sens, był po coś, a teraz? Natworzył samotne matki, konkubinaty, i... nie mówię, że tylko feminizm jest temu winny, ale nie oszukujmy się to była rewolucja, przełom, zmiana, a nie ma rewolucji bez ofiar.

      Usuń
  23. Hej,
    co Henrego, ludzie Scara zabrali, więc dlaczego to wszystko i teraz stanał w jej obronie..
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Potępieni

Layout by Mei [GG - 49144131]. Google Chrome, 1366x768.