sobota, 22 lutego 2014

I. Śmierć


maj 1821

      Ulice dziewiętnastowiecznego Londynu przepełniały dziesiątki handlarzy i ludzi spieszących do pracy. Między kamieniczkami niósł się gwar rozmów oraz zapachy świeżo pieczonego chleba, dochodzące z licznych piekarni. Był to dzień z rodzaju tych, w których nawet najwięksi zgorzknialcy mieli ochotę się uśmiechnąć. Wstające słońce rozświetlało miasto, a w powietrzu było czuć woń nadchodzącego lata. Mijający się ludzie wymieniali uprzejmości, przy okazji dzieląc się plotkami, których upublicznienie mogłoby kosztować niejednego urzędnika utratę pracy.
    Rozpoczynający się kolejny dzień z wysokości kilkunastu metrów obserwowała Kayth. Przycupnęła na dachu jednej z bogatych kamieniczek, zajadając się podkradzionymi ciasteczkami i z zainteresowaniem obserwując skąpane w blasku wstającego słońca miasto. Trzepot skrzydeł obwieścił przybycie gołębia, który usiadłszy na pobliskim gargulcu zaczął jej się przypatrywać, przechylając główkę.
- Kradzione nie tuczy, prawda? - zagadnęła i rzuciła mu kawałek ciastka, który ptak pochłonął w takim tempie, jakby bał się, że ktoś wyrwie mu go z dzioba. Dała mu kolejne okruszki, kątem oka zauważając spieszących do nich kolejnych głodomorów. Kilkanaście ptaków przycupnęło na dachu, czekając na jedzenie.
- Czy mam na czole napisane "fundacja charytatywna"? - mruknęła do siebie, ale wielkodusznie podzieliła się z nimi swoją zdobyczą.
     Podczas gdy zwierzęta jadły, kobieta tradycyjnie opowiadała im o poprzednim dniu. Był to ich codzienny rytuał, z którego prawdopodobnie tylko ona czerpała przyjemność. Kayth wiedziała, że nie mogły jej zrozumieć, ale od czasu do czasu na nią spoglądały, co w pełni jej wystarczało. Zwierzęta były jedynymi istotami, które mogły ją zobaczyć, dlatego w ciągu ostatnich lat grono jej przyjaciół składało się tylko z nich. Opowiadaną przez Kayth historię przerwał dochodzący z dołu szmer.
    Bójki były na ulicach Londynu częstym widokiem. Gapie zbierali się wokół walczących, obstawiając zakłady i dopingując obie strony. Dlatego kobiety nie zdziwiło duże zbiorowisko, które dostrzegła na placu. Usiadła wygodnie, opierając się o jeden z gargulców i z paczką ciastek w ręku wytężyła wzrok, starając się zobaczyć walczących. Zapowiadało się kolejne przedstawienie. Dopiero po chwili zorientowała się, że jej uszu nie dochodziły charakterystyczne dla walk okrzyki. Zamrugała, ponieważ to, co zobaczyła, wydało jej się zbyt brutalne, by było prawdziwe. Zerwała się na nogi i podnosząc fałdy sukni, zbiegła na dół po schodach kamieniczki, odprowadzana zdziwionymi spojrzeniami gołębi.
    Zaczęła przeciskać się przez tłum kobiet, które zebrały się naokoło kata i ofiary. Łkały cicho, zasłaniając oczy dłońmi. Krzyk rozpaczy wyrwał się z gardła jednej ze stojących na przodzie dam.
- Błagam, panie, nie rób tego! To tylko chłopiec! - zawodziła - Ukaż mnie, nie jego!
Kayth wysunęła się naprzód, a jej oczu doszedł drastyczny obraz, którego jeszcze długo miała nie zapomnieć. Na środku ulicy leżał około ośmioletni chłopiec, jednocześnie jęcząc i płacząc z bólu. Bruk zabarwiła krew sącząca się z głębokich ran na jego plecach. Oprawca stał nad dzieckiem z batem w ręku, przymierzając się do zadania kolejnego ciosu. Zanim jego ręka opadła, Kayth skoczyła do przodu, przyjmując uderzenie na siebie. Krzyk bólu wydobył się z jej ust. Nikt go jednak nie usłyszał, tak samo jak nikt jej nie zobaczył. Kayth umarła lata temu i zaczęła błąkać się po ziemi jako duch. Robienie dobrych uczynków było całym jej życiem. 
- Co, do cholery? - mruknął mężczyzna, kiedy bat odskoczył z powrotem do niego, nie dosięgnąwszy chłopca. Przymierzył się drugi raz, a uderzenie ponownie spoczęło na Kayth, haratając jej policzek. Załkała, jednak była gotowa przyjąć nawet dziesiątki batów, jeśli to znaczyło, że chłopiec miał pozostać bezpieczny. Jedna z kobiet, korzystając z okazji, doskoczyła do dziecka i odciągnęła je na bok, mówiąc do niego czule i uciskając rany. Jej palce błyskawicznie zabarwiły się na czerwono, a krew prysnęła na jej suknię. Oprawca zaczął zbliżać się do chłopca z furią wymalowaną na twarzy. Kayth nie mogła zrobić nic, by go zatrzymać. Poczuła wstręt do otaczających ich kobiet. W przeciwieństwie do niej były w stanie go powstrzymać, a jednak jedyne, co robiły, to pomagały zamoknąć trzymanym w rękach chusteczkom.
- To była tylko zapowiedź. Jeszcze raz spróbujesz mnie okraść, a zobaczysz, czym jest prawdziwy gniew - warknął oprawca do chłopca i kopnął go na pożegnanie. Jego odejściu towarzyszył chrzęst łamanej kości. Dziecko jęczało jeszcze przez chwilę, po czym znieruchomiało w ramionach zrozpaczonej matki. Kilka sekund później obok ciała pojawił się drugi chłopiec - identyczny jak ten, który leżał na ziemi. Tylko że jego nikt nie widział. Nikt, oprócz Kayth. Straszna prawda dotarła do kobiety w chwili, gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem dziecka. Widział ją. A to znaczyło, że musiał być taki, jak ona - martwy. Wzięła głęboki wdech, próbując odgonić łzy i zrobiła kilka kroków w jego kierunku. Chłopiec patrzył na nią niepewnie, gotowy, by w każdej chwili uciec. Kobieta wyciągnęła przed siebie ręce w uspokajającym geście, jakby był płochliwym zwierzęciem. 
- Wszystko dobrze - powiedziała cicho - Jak ci na imię?
- Czy ja umarłem? - spytał, spoglądając na martwe ciało, które w ramionach trzymała rozhisteryzowana kobieta. - Nie czuję się martwy, ale moja mamusia... Umarłem, prawda?
- Tak - wyszeptała. Nie widziała powodu, by kłamać. Po policzkach chłopca pociekły łzy, gdy położył małą dłoń na ramieniu matki. Nie mogła tego poczuć, jednak nieco się uspokoiła.
- To był tylko chleb, żebyśmy mogli się wyżywić... - powiedział do siebie cicho. Po chwili melancholii spytał: - Czy teraz będę duchem?
- Duchem? Cóż za niedorzeczne stwierdzenie! - rozległ się za nimi męski głos. Należał on do ubranego we frak niskiego mężczyzny o czarnych włosach i bladej cerze. Spojrzał na trzymany w ręku zegarek i dodał: - Czas śmierci: siódma dwadzieścia trzy. 
Pióro samodzielnie zanotowało informację na unoszącym się w powietrzu pergaminie. 
- Pan mnie widzi? - spytała Kayth. Dwie osoby zobaczyły ją w ciągu jednego dnia. To wynik większy, niż przez kilka ostatnich lat razem wziętych. Mężczyzna przerwał wertowanie dziennika i spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Bardziej zagadkowy jest fakt, że to pani widzi mnie. Czyżby była pani martwa?
Uniosła brwi i stanęła przed chłopcem, zasłaniając go własnym ciałem.
- Cóż za niedorzeczne stwierdzenie! - powtórzyła z drwiną jego własne słowa, na co zmrużył oczy. - Kim pan jest?
- To ja powinienem zapytać, kim pani jest. Otrzymałem zgłoszenie o śmierci tylko jednej osoby. 
- To dlatego, że ja nie żyję już od dłuższego czasu - odparła. 
Zmarszczka między jego brwiami pogłębiła się jeszcze bardziej. Podszedł do niej wolno, obserwując z zaciekawieniem.
- Kto jest obecnym królem Anglii? - spytał nagle.
Prychnęła.
- Mamy królową! Elżbieta Tudor. 
Nawet chłopiec posłał jej zdziwione spojrzenie. 
- Niemożliwe - wyszeptał do siebie mężczyzna. - Ja nigdy nie popełniam błędów...
- Błędem może być to, że pana uderzę. A jeśli mi pan nie powie, co się dzieje, stanie się to bardzo szybko!
Ignorując ją, pstryknął palcami, a w jego rękach ponownie pojawił się dziennik.
- Jak się pani nazywa?
- Kayth. 
Posłał jej zmęczone spojrzenie człowieka, który zbyt często musiał zadawać to pytanie:
- Nazwisko? 
Przełknęła ślinę. Po raz pierwszy musiała głośno przyznać się do tego, co trapiło ją od dawna. Nie pamiętała swojego życia sprzed śmierci. Jej wszystkie wspomnienia były owiane czarną mgłą.
- Nie wiem - przełknęła ślinę. - Nie pamiętam. 
- To się robi coraz ciekawsze - mruknął, wbijając w nią spojrzenie. - Obawiam się, że muszę wysłać panią do Hadesu. Powinienem to zrobić dawno temu, ale przysięgam, nigdy nie dostałem zgłoszenia o pani śmierci.
- Do Hadesu? - spytała zdezorientowana. - To jakaś nowa nazwa nieba? Czy może piekła?
- Ani tego, ani tego. To miejsce, do którego trafiają tacy jak pani i ten chłopiec - wskazał ręką Henry'ego. - Dzieci bogów. Jak się nazywasz, chłopcze?
- Henry Hope - pisnął, wyraźnie starając się wygrać walkę ze łzami i wytrzymać ból, jaki sprawiała mu zaciśnięta na jego nadgarstku dłoń kobiety, która nadal przetrawiała usłyszane wiadomości.
Pióro posłusznie zanotowało informacje. Nagle obok unoszącego się w powietrzu pergaminu pojawiła się mapa świata, na której jeden punkt w południowej Europie świecił na czerwono. 
- Muszę iść - jęknął mężczyzna, po czym wyrecytował dobrze znane pytanie: - Chcecie zejść do Hadesu po schodach, czy tam wskoczyć? Pierwszy sposób sprawi, że wasze nogi odpadną, a drugi, że na dole wpadniecie do zimnej wody. Co wybieracie?
Chłopiec załkał cicho, przerażony perspektywą trafienia do Podziemia. Kayth, która zdążyła się już oswoić z tą informacją pomyślała, że nawet Hades będzie lepszy od bezcelowego snucia się po ziemi.
- Jesteś Tanatos - powiedziała nagle. Mężczyzna posłał jej rozbawione spojrzenie. - Czytałam kiedyś o tobie.
- Miło słyszeć, że jestem rozpoznawalny, zwłaszcza przez jedną z najciekawszych kobiet, jakie ostatnio spotkałem - mrugnął do niej. - Odwiedzę panią kiedyś w mojej rodzimej krainie. Mam dużo pytań.
Ja mam ich jeszcze więcej, pomyślała. Czerwony punkt na mapie zaczął błyskać oślepiającym światłem. Tanatos pstryknął palcami, a ziemia rozstąpiła się, ukazując wielką, czarną dziurę. 
- Wskoczenie jest dużo szybsze. Do diaska, jestem spóźniony! - zawołał na pożegnanie i popchnął ich w kierunku otchłani.
    Nie wiedziała, ile czasu spadali, jednak z pewnością nie był to najszybszy sposób, jaki można było sobie wymarzyć. Kayth poczuła przerażenie na myśl o tym, co by było, gdyby musieli tę drogę pokonywać schodami. Jeśli byłoby na nich tak ciemno, jak było w tym tunelu, katastrofa dopadłaby ich na pierwszym kroku. Złapała chłopca za rączkę, chcąc dodać mu otuchy. Ten gest jednak nie wygonił przerażenia z jego oczu. Kayth za bardzo sama się bała, by go uspokoić. Dawno temu podkradła się do wielkiej biblioteki w Hampton Court tylko po to, by przeczytać wysławianą Boską Komedię Dantego. Pomyślała, że był to błąd, ponieważ teraz mózg zaczął podsuwać jej najgorsze wizje zaczerpnięte z książki. Jeśli w Hadesie było tak, jak w przedstawionym przez autora Piekle, wolałaby pozostać na ziemi. 
    Im dłużej lecieli, tym głośniejsze stawały się płacze i jęki dochodzące z dołu. Towarzyszył im również głośny szum rzeki, do której prawdopodobnie mieli wpaść. Kayth zrozumiała, że powinna była wybrać schody - wtedy miałaby możliwość odwrotu. Spadając tunelem nie była w stanie się zatrzymać i uratować przed uderzeniem w zimną wodę, które, jak się okazało, było jeszcze bardziej nieprzyjemne, niż sobie wyobrażała. Ból przeszył cały jej kręgosłup, a lodowata woda przykryła jej ciało i dostawszy się do płuc, sparaliżowała. Kobieta nieświadomie puściła rączkę Henry'ego. Nie mogła się ruszyć, choć tak bardzo chciała uratować i siebie i jego. Wątpiła, że umrze ponownie, jednak leżenia w lodowatej wodzie zdecydowanie nie dało się zaliczyć do najlepszych przeżyć. Nagle czyjaś ręka chwyciła ją za przód sukni i pociągnęła w górę. Gdy wynurzyła się z wody, zaczęła głośno kaszleć, wypluwając przy tym słoną wodę. Przygarbiony mężczyzna dalej trzymał ją za gorset, patrząc na nią nieprzychylnie.
- Przepraszam, czy mógłby mnie pan puścić? - spytała, gdy się uspokoiła. Zaletą bycia duchem było to, że nie musiało się zmagać z natrętnymi mężczyznami. Teraz ten plus zniknął, a ten dziadek posuwał się zdecydowanie za daleko. 
- To teraz tak się odwdzięcza za uratowanie damy z opresji... - mruknął do siebie. - Nie dość, że człowiek ma najgorszą pracę pod słońcem to jeszcze spotyka samych niewdzięczników...
Przechylił się na łódce, by wydostać z wody chłopca.
- Zzzimno - zaszczękał zębami Henry, gdy znalazł się na pokładzie. Kayth przytuliła go mocno do siebie, chcąc zapewnić mu odrobinę ciepła. 
    Przewoźnik odstawił ich na brzeg rzeki, żegnając nieprzychylnym spojrzeniem i gburowatym "Powodzenia. Przyda wam się", po czym popłynął wyciągać z wody kolejnych nowo umarłych. Dopiero stojąc na brzegu mieli szansę obejrzeć miejsce, w którym się znaleźli. Była to wielka jaskinia, którą oświetlały jedynie nieliczne świece. Odchylając głowę do tyłu, Kayth nie była nawet w stanie dostrzec jej sklepienia. Po dużym, płaskim terenie krążyły setki osób, niektóre smutne, inne zrezygnowane. Żadna z nich się nie uśmiechała. Wszyscy czekali na wyrok, który miał zadecydować, czy znajdą się na Polach Elizejskich, w Erebie, czy też skończą w Tartarze.
- Przepraszam - Kayth zaczepiła przechodzącą obok kobietę o pustym wzroku i sukni, która mogła być modna kilkadziesiąt lat temu. - Dopiero tu przybyliśmy. Gdzie mamy iść?
- Idźcie się zameldować. Zabawnie to brzmi, prawda? Tak jakby to był jakiś hotel... - odparła ze smutkiem i wskazała im kierunek. - Jeśli będziecie mieli szczęście, Charon zabierze was stąd za jakieś pięćdziesiąt lat. 
- Pięćdziesiąt lat? - pisnął chłopiec, patrząc na nią z przerażeniem. 
- Będzie dobrze. Nie pozwolę ci się tu zestarzeć, mały - złożyła obietnicę Kayth. Miała nadzieję, że będzie jej w stanie dotrzymać.

***

     Mijał piąty rok, odkąd znaleźli się w Hadesie - a raczej jego poczekalni. Dni stawały się miesiącami, miesiące latami. Tutaj czas płynął całkowicie inaczej, niż na ziemi. Umarłych wciąż przybywało, a tylko nieliczni opuszczali to miejsce. Kayth i Henry stali się praktycznie nierozłączni. Mały podbił jej serce w ten sam dzień, w którym trafili do Podziemia.
- Skąd masz to rozcięcie na policzku? - spytał wtedy. Gdy umarł jego rany zniknęły, jednak szramy Kayth pozostały widoczne w całej swojej okazałości.
- To nic takiego - odparła szybko. 
- Broniłaś mnie, prawda? Przyjęłaś na siebie moje uderzenia? 
Nie musiałam nic mówić. Wiedział. Przytulił ją i powiedział:
- Od teraz to ja będę twoim strażnikiem. Nie pozwolę, by stało ci się cokolwiek złego. 
Choć minęło już tyle czasu, Henry nadal dotrzymywał obietnicy. Nie odstępował jej ani na krok, a gdyby zaszła potrzeba, podjąłby się walki nawet z kamieniem, na który kobieta niechcący by nadepnęła i rozcięła sobie stopę. Oboje się o siebie troszczyli, a dni spędzali na rozmowach. Od chwili śmierci Henry zupełnie się nie zmieniał. Dalej był tym ośmioletnim chłopcem, którego starała się kiedyś uratować, a który teraz ratował ją przed straceniem nadziei. Stali się najlepszymi przyjaciółmi, dzieląc się ze sobą wszystkimi sekretami. Kayth pokochała to dziecko tak bardzo, że byłaby gotowa oddać za nie własną duszę. 
    Pewnego dnia, gdy starali się zapełnić sobie czas zabawą w chowanego, kobieta schowała się we wnęce jednej ze skał. Trwała tam tak długo, że zaczęła odczuwać skutki siedzenia w kuckach. Kiedy myślała, że nie da dalej rady, usłyszała potęgowane przez echo kroki. Była pewna, że Henry za chwilę ją znajdzie. Jednak to nie był Henry. Stanęła przed nią postać ubrana w ciemny płaszcz. Na głowę miała zarzucony kaptur, który zasłaniał całą jej twarz. Kayth szybciej zabiło serce. Mimo ciemności, była pewna, że zjawa patrzyła prosto na nią.
- Przepraszam, czy mógłby pan stąd na chwilę odejść? - wyszeptała z trudem - To moja kryjówka. 
Postać nie odpowiedziała. Wyciągnęła schowaną w skórzanej rękawiczce rękę i wcisnęła kobiecie w dłoń mały przedmiot. Następnie obróciła się na pięcie i odeszła szybkim krokiem, znikając w ciemności. Kayth wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić. Dopiero po chwili odważyła się spojrzeć na podarunek. Była to zawinięta w karteczkę miedziana moneta. Kayth dostrzegła również zapisane na papierze polecenie: "Kłam".
     Na jej usta wpłynął szeroki uśmiech, gdy wyszła z wnęki i podążyła w stronę widocznego w oddali Henry'ego szybkim krokiem. Wiedziała, czym był pieniążek w jej ręku. Wedle mitologii, obol był przepustką do nowego świata. Kobieta czuła, jakby mogła latać, a otaczający ją nieprzyjemny świat stał się bardziej kolorowy.
- Dlaczego opuściłaś kryjówkę? - spytał chłopiec, kiedy ją zobaczył. - Kayth, czy ty w ogóle wiesz, jak się gra w tę grę?
Choć chłopak próbował protestować, kobieta chwyciła go w objęcia i zakręciła nim parę razy w powietrzu.
- Jesteśmy uratowani, Henry! - poinformowała radośnie. - Wydostaniemy się stąd! Niedługo poczekalnia będzie tylko odległym wspomnieniem!
Dziecko patrzyło na nią z wyrazem konsternacji na twarzy.
- Zostawiam ją samą na kilka chwil i już traci rozum... - mruknął do siebie.
     Mały, miedziany pieniążek sprawił, że wszystko wokół stało się bardziej przyjazne. Strzegący wejścia do Hadesu Cerber obwąchał ich trzema nosami, a gdy trzy pary jego oczu zauważyły obola w ręku Kayth, pomachał ogonem, dając sygnał, umożliwiający im przejście przez bramę. Henry pogłaskał psa po grzbiecie, sprawiając, że ten zaszczekał radośnie. Kayth marzyła o tej chwili od pięciu lat, a gdy nadeszła, wydawała się czymś niemożliwym. Opuścili poczekalnię pod ostrzałem zazdrosnych spojrzeń i niemiłych uwag. Pożegnali się z miejscem, w którym nuda doprowadzała do szaleństwa, a jęki zrozpaczonych duszy śniły się po nocach. Znaleźli się na pełnym zieleni placu, na którego środku stał potężny, przypominający świątynię budynek. W odróżnieniu od otaczającego ją świata, budowla była koloru białego, a złoty napis na tympanonie głosił: Sąd ostateczny.
    W oczach Henry'ego Kayth dostrzegła zarówno podniecenie, jak i strach. Chłopiec zawahał się przed wejściem, nerwowo poruszając palcami. Kayth spojrzała na niego, unosząc brwi.
- Co się dzieje, mały? - spytała czule, przyklękając.
- A jeśli trafię do Tartaru? - Jego głos drżał.
- To wtedy zrobię awanturę - mrugnęła i przytuliła go mocno. - Jeśli ktokolwiek zasługuje na Pola Elizejskie to tylko ty.
Uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. Henry nie miał się o co martwić. Kayth jednak nie mogła powiedzieć tego samego o sobie. Jak mogła trafić gdziekolwiek, skoro zupełnie nie pamiętała swojego życia? Nie miała pojęcia, jaką osobą była wcześniej. Nie wiedziała również, jak odbywał się proces przydzielania do którejś z krain. Wątpiła, by sędziowie polegali jedynie na słowie honoru. Dlaczego więc tak bardzo cieszyła się na to przesłuchanie? Odpowiedź była prosta. Wszystko było lepsze, niż kolejny dzień spędzony w poczekalni.
    W wykładanym marmurem korytarzu nie było nikogo, co było miłą odmianą po przeludnionej krainie, w której musieli spędzić pięć lat. W budynku panowała nienaturalna cisza, od której przechodziły ciarki. Kayth i Henry nie wiedzieli, co ze sobą zrobić - czy pukać po kolei do dziesiątek drzwi, czy cierpliwie czekać na kogoś, kto zaprowadzi ich do właściwego pomieszczenia. Problem rozwiązał się, gdy jedne z potężnych wrót uchyliły się i na zewnątrz wyszedł średniego wzrostu mężczyzna z czupryną czarnych włosów na głowie. W rękach trzymał plik kartek, a czytając je mruczał:
- Och nie, wszystko pozmieniali... wszystko źle... jak oni mają zamiar to zrobić... jestem jedynym mądrym w towarzystwie... co za głuptasy...
Gdy mężczyzna przeszedł obok nich nawet ich nie zauważywszy, Kayth odchrząknęła. Zamarł i obrócił się powoli w ich kierunku.
- Kolejni? - jęknął, po czym zawołał w stronę drzwi, przez które wcześniej wyszedł: - Minos, Janus, nie wychodźcie jeszcze! Mamy kolejnych skazańców!
- O nie! - doszedł ich w odpowiedzi głos. - Hermes umówił mnie dzisiaj z Afrodytą! Spóźnię się na nasze pierwsze spotkanie!
- Ja jestem umówiony z Persefoną! - odpowiedział drugi.
- Z Persefoną? Zwariowałeś? Hades cię zabije!
- Nie na randkę, durniu!
Mężczyzna o czarnych włosach wywrócił oczami i powiedział:
- Przepraszam za nich. Czasami są gorsi, niż dzieci... - Spojrzawszy na Henry'ego, zreflektował się: - Co oczywiście nie znaczy, że ty jesteś zły... Jestem pewny, że jesteś fajnym chłopcem...
Na ustach dziecka pojawił się lekko wymuszony uśmiech. Mężczyzna przestał mówić i skinąwszy im ręką, zaprowadził do sali. Pomieszczenie było ogromne, choć w środku znajdował się tylko stół i cztery krzesła - trzy dla sędziów i jedno dla umarłego. Na blacie była postawiona złota klatka, w której siedząca wrona skubała swoje pióra. Oboje Minos i Janus siedzieli na swoich tronach, mając tak samo znudzone miny.
- Chłopiec pierwszy? - spytał wyższy z sędziów, ziewając.
- Nie będę mogła z nim zostać? - Kayth nie podobała się myśl o zostawieniu Henry'ego choć na chwilę.
- A tyłek też mu podcierasz?
- Słucham?
- Żarcik - odparł, a łapiąc srogie spojrzenie drugiego z sędziów, dodał uprzejmie: - Niestety w przesłuchaniu może uczestniczyć tylko jeden umarły.
Umarły. Słowo potoczyło się echem po sali, przenikając do jej świadomości. Kayth nienawidziła jego brzmienia.
- Nie zostawiaj mnie - poprosił Henry, łapiąc ją za rękę i patrząc błagalnie.
- Nigdy cię nie zostawię - przyrzekła - Będę zaraz za drzwiami. Wszystko będzie dobrze. Bądź sobą, a zobaczą twoje wrodzone dobro. 
     Przesłuchanie chłopca ciągnęło się w nieskończoność. Kayth miała wrażenie, jakby spędziła na korytarzu więcej czasu, niż spędziła w poczekalni Hadesu. Próbowała podsłuchiwać, jednak potężne drzwi nie przepuszczały żadnych dźwięków. Zrezygnowana usiadła na zimnej posadzce i czekała. I czekała, i czekała, i czekała... Wrota otworzyły się nagle, sygnalizując, że przesłuchanie się zakończyło. Podniosła się z ziemi i otrzepując sukienkę z paprochów, weszła do środka. Jej uszu doszło donośne krakanie wrony, której oczy utkwione były w stojącym w odległym kącie sali Henrym. Chłopca za ramię trzymała wysoka istota o ogolonej głowie i jednym oku na jej środku. Dziecko wbijało wzrok w podłogę, a po jego policzkach płynęły łzy. Nie tak to sobie wyobrażała. Miała wrażenie, jakby znalazła się w swoim najgorszym koszmarze.
    Gdy chciała podbiec do chłopca, odbiła się od niewidzialnej ściany i omal nie upadła. Odzyskawszy równowagę, zaczęła walić w zaporę pięściami.
- Co się dzieje?! - krzyknęła - Henry, co oni ci zrobili?
Mimo nawoływania, chłopiec nie podniósł wzroku. Na jego policzki wpłynęły rumieńce wstydu.
- Czas, byś się z nim pożegnała - oznajmił siedzący na tronie sędzia, który wcześniej wprowadził ich do sali. Wbiła w niego pytające spojrzenie. - Dziecko trafi do Erebu.
- Nie - wyszeptała z przerażeniem, a jej serce się ścisnęło. W ciągu pięciu lat spędzonych w poczekalni zdążyła usłyszeć wiele o tym miejscu. Jego najbardziej przychylnym określeniem było "miejsce, gdzie spełniają się twoje najgorsze koszmary". - Jak możecie go tam wysyłać?! Przecież to tylko dziecko!
- I właśnie dlatego nie trafi do Tartaru, choć popełnione przez niego grzechy go tam kwalifikują.
Kayth zakręciło się w głowie.
- Henry, co ty najlepszego zrobiłeś? - wyszeptała.
Chłopiec dopiero teraz podniósł wzrok. W jego spojrzeniu widać było żal.
- Przepraszam, Kayth. Nie chciałem...
Kobieta przestała tłuc w niewidzialną zaporę i odwróciła się do sędziów.
- Proszę, nie wysyłajcie go tam. Pójdę... - jej głos się załamał. - Pójdę za niego.
Przybrali powątpiewający wyraz twarzy.
- Byłabyś w stanie zająć jego miejsce w Erebie? To zobowiązanie na wieczność.
- Tak - przytaknęła z zapałem, bez chwili namysłu. Zrobiłaby wszystko, byleby ochronić to dziecko. Sędziowie popatrzyli po sobie ze zdumieniem.
- Twoja postawa jest godna podziwu - odparł jeden z nich, drapiąc się po brodzie - Niestety, nie możesz ponieść winy za jego występki.
Nie była w stanie się opanować. Łzy popłynęły po jej policzkach gęstym strumieniem, kapiąc na jej sukienkę. Wydała z siebie jęk rozpaczy, podobny do tego, który wydała jego matka, gdy umarł. Pokochała Henry'ego jak własne dziecko, a teraz miała go zostawić? Był za mały, by poradzić sobie w tak złowrogim miejscu.
- Tobie jednak wróżę przyszłość na Polach Elizejskich - dodał Janus, chcąc ją pocieszyć. Wywołało to jedynie więcej łez. - Takie poświęcenie zdarza się bardzo rzadko.
Ruchem ręki dał znać cyklopowi, by wyprowadził chłopca z sali i umieścił go na widocznej w oddali łódce, która chybotała się na wodach Styksu. Kayth ponownie zaczęła tłuc w zaporę, starając się ją przebić.
- Nie możesz go dotknąć, ponieważ on teraz należy do innego miejsca. - wyjaśnił jeden z mężczyzn, wyraźnie znudzony jej pokazem smutku. - Dusze o czystym sercu nie mogą kontaktować się z tymi złymi.
Nie zwróciła uwagi na jego słowa.
- Henry! Henry, nie zostawię cię, słyszysz? Znajdę cię!
Chłopiec odwrócił się do niej po raz ostatni i choć nie mogła go usłyszeć, jego usta ułożyły się w słowa, których miała nie doświadczyć przez bardzo długi czas:
- Kocham cię.

***

- Jak nic spóźnię się na spotkanie... 
- Przestań z tym spotkaniem! Nie widzisz, że kobieta jest zdruzgotana?
- Ale to spotkanie z Afrodytą! Sam rozumiesz, że wolałbym być tam...
- Ja mogę zostać, nie spieszno mi do Persefony... Choć jak ona ma dalej tak płakać to nawet królowa mi nie straszna...
- To was powinno się wysłać do Erebu! Jesteście tacy nieczuli!
Kayth spojrzała na trzech sędziów znad chusteczki do nosa, którą dostała od, jak się okazało, Shakespeare'a. Jeden z największych dramatopisarzy w historii właśnie przed nią siedział i, co więcej, miał zadecydować, do jakiej krainy się dostanie. Możliwe, że właśnie zapewniała mu materiał na nową sztukę. Ciekawe, jak by ją nazwał. "Płaczka i zasmarkana chusteczka"? Zapewne właśnie tak wyglądała w jego oczach. Łzy dały jej jednak czas na obmyślenie planu. Musiała się dostać do najlepszej części Hadesu, ponieważ tylko tak miała szansę uratować Henry'ego. Przyjaźń z pociągającymi za sznurki ludźmi da jej możliwość poproszenia o tak drobną przysługę, jak wyciągnięcie chłopca z Erebu... Wzięła głęboki wdech i próbując się uspokoić, zakomunikowała:
- Jestem gotowa. Naprawdę nie chcę, by przeze mnie uciekła komuś miłość życia. 
- Widzisz? - zawołał Janus do Shakespeare'a - Ona mnie rozumie!
Mężczyzna wywrócił oczami i kładąc ręce na stole, spytał:
- Jesteś pewna? - Pokiwała głową, zaskoczona jego troskliwością.
- Tylko nie zanudź nas na śmierć - dodał Janus, po czym zwrócił się do kolegów: - Rozumiecie, panowie? Na śmierć!
Wybuchnął śmiechem, a Minos mu zawtórował. Shakespeare ukrył twarz w dłoniach.
Kobiecie przypomniał się tajemniczy nieznajomy i jego karteczka z poleceniem, by skłamała. Miała wrażenie, że zjawa chciała jej pomóc, więc zamierzała skorzystać z jej sugestii. Miała nadzieję, że nie wpakuje jej to do Tartaru. Okręciwszy lok na palcu, spytała przymilnym tonem:
- Zanim zaczniemy, chciałam spytać, jak sprawdzacie prawdomówność osądzanych? - zamrugała niewinnie. 
- A chcesz nas oszukać?
- Krakanie wrony jest sygnałem kłamstwa - w tej samej chwili zdradził sekret Janus, zachęcony jej kobiecymi wdziękami.
- Z kim ja pracuję! - jęknął Shakespeare, wzdychając nad głupotą kolegi. Zwrócił czarne oczy na kobietę. - Jak się nazywasz?
Kayth obrzuciła wzrokiem wronę, która odpowiedziała jej czujnym spojrzeniem. Pomyślała, że najlepiej wypróbować jej umiejętności, kłamiąc na temat sprawy tak błahej, jak nazwisko. Nie spuszczając oczu z ptaka, powiedziała:
- Nazywam się Kayth Candid. 
Wrona nie zakrakała. 
- Candid? - podjął Minos - Ciekawe nazwisko. Mam nadzieję, że pasuje do twojego charakteru. 
Zachęcona swoim małym zwycięstwem, Kayth uśmiechnęła się do niego promiennie. 
- Zapewniam, że tak. Macie jeszcze jakieś pytania, panowie?
- Tylko jedno - odparł Shakespeare, który przyglądał się jej jeszcze baczniej, niż siedzący w klatce ptak. - Co najgorszego zrobiłaś w swoim życiu?
Kobieta miała pustkę w głowie. Nie przychodziło jej na myśl nic, co byłoby dostatecznie złe, by być grzechem, a dostatecznie dobre, by zapewnić jej Pola Elizejskie. 
- Kłamałam o tym, kim jestem - odparła w końcu i była to pierwsza prawdziwa rzecz, którą powiedziała w trakcie przesłuchania. 
- Żadnego morderstwa? Żadnej zdrady? Żadnego dręczenia małych dzieci? - w głosie Janusa pobrzmiewał zawód. - Nuda! 
- Dajmy ją na Pola Elizejskie - przytaknął Minos - To istna świętoszka!
Shakespeare nadal nie był przekonany. 
- Czy gdybyś miała szansę zabić kogoś, kogo nienawidzisz, zrobiłabyś to? 
- Nie, ponieważ nie ma takiej osoby, której nienawidzę. A nawet gdyby była, nie jestem morderczynią - odparła, dzielnie znosząc jego spojrzenie.
Shakespeare zerknął na wronę, jednak ta nie wydała nawet najmniejszego dźwięku. Na ustach mężczyzny pojawił się lekki, nieco naciągany uśmiech. 
- Dobrze zatem. Myślę, że z tak czystym sumieniem wysłanie cię nawet na Pola Elizejskie wydaje się zbrodnią. Dlatego mam dla ciebie inną propozycję, której nie składałem już od wieków...
Kobiecie szybciej zabiło serce. Pozostali sędziowie popatrzyli na kolegę z zainteresowaniem.
- Kayth Candid, trafisz do pałacu Hadesa i Persefony.

______________________________
Rozdział jest tydzień wcześniej, niż zapowiadałam, ponieważ byłam chora i miałam dużo czasu na pisanie (:
Niestety nie wyszedł do końca tak, jak sobie zaplanowałam. Nieco ciężko jest mi się przyzwyczaić do pisania w perspektywie trzeciej osoby, więc przepraszam, jeśli wyszło trochę koślawo.
Nowy szablon jest autorstwa nieocenionej Cruncut! Jak Wam się podoba? Według mnie jest piękny!
Następny rozdział za dwa tygodnie! (:


73 komentarze:

  1. Niesamowite, ciekawe... Biedny Henry, nie wiem dlaczego, ale przed oczami stanął mi mój młodszy brat. Dzieci nie da się nie kochać. Szekspir i ta jego propozycja, heh żeby nie wyszło z tego nic złego. a pewnie wyjdzie. A narracja jest okej! :P Jestem pewna, że będę czekać na kolejny rozdział z utęsknieniem. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jakich dzieci, niektóre dzieci to istne diabły. Henry do nich nie należał, a i tak został wysłany do Erebu :( Z drugiej strony, całkiem czystego sumienia też nie miał... ale o tym kiedy indziej.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  2. Mi się bardzo podobał ten rozdział. Pisanie w trzeciej osobie (wgl to moja ulubiona narracja) dobrze ci idzie ^^. Uważam, że całość zgrabnie wyszła. Zresztą ta narracja jest łatwiejsza niż pierwszosobówka. No i zapowiada się bardzo ciekawie, choć to dopiero początek. Niemniej jednak, czuję, że tu będą inne klimaty niż w Zaplątanych.
    Zastanawia mnie postać Kayth. Ciekawe, jak i kiedy umarła, i dlaczego nie przeszła na drugą stronę od razu, a błąkała się po świecie jako duch, i dopiero teraz, dlatego, że przez przypadek znalazła się przy umierającym Henrym, trafiła na drugą stronę.
    To naprawdę intrygujące ^^. Wgl ta postać zapowiada się interesująco. I wydaje się dosyć pozytywna, przynajmniej na razie, bo nie wiadomo, jak będzie później. Niemniej jednak, podobała mi się jej troska o chłopca i to, że się tak zżyli ze sobą. Ciekawe, czy jeszcze kiedyś go odnajdzie, skoro zostali już rozdzieleni?
    Zastanawia mnie też, co wydarzy się później. Bohaterce od lat błąkającej się po ziemi pewnie będzie dziwnie przyzwyczaić się do nowego miejsca.
    Pozostaje czekać na nowy rozdział ^^. Fajnie, że udało ci się go napisać wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się zawsze lepiej pisało w pierwszej osobie, niestety myślę, że tutaj estetyczniej będzie wyglądać trzecia osoba, ponieważ listy A.B. będą pisane w pierwszej.
      Zaplątani byli bardziej na wesoło, tutaj będzie nieco smutniej, aczkolwiek humoru również nie zabraknie :)
      Kayth jest bardzo ciekawą postacią, to fakt. W trakcie pobytu w Hadesie będzie próbowała sobie przypomnieć swoją przeszłość i dowiedzieć się o niej czegoś więcej... Mogę jedynie zdradzić, że zanim umarła, miała bardzo ciekawe życie. Henry'ego niestety nie zobaczymy w najbliższej przyszłości :c
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. Świetny!!! :) Bardzo mi się podoba, ale wkurzyłam i zasmuciłam się jak wysłali Henry'ego do Erebu (łezka mi z oka poleciała) :(
    Nie mów, że rozdział wyszedł koślawo bo dobrze piszesz w trzeciej osobie :)
    Czekam na następny i mam pytanie: Ile lat ma Kayth? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wyglądu Kayth ma dwadzieścia jeden lat, ale po ziemi błąkała się już dłuższy czas. Na razie nie zdradzę jej prawdziwego wieku, ale biorąc pod uwagę to, że żyła w przekonaniu, iż Elżbieta I jest królową, nie trudno go sobie obliczyć :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  4. Narracja trzecioosobowa wychodzi Ci dużo lepiej od pierwszoosobowej, muszę przyznać :)
    Kayth wydaje się bardzo pozytywną bohaterką, chyba ją polubiłam...
    Zakaturzona postać, która podarowała Kay monetę z karteczką "Kłam"?Sąd ostateczny też był świetnie opisany... ale, ale powiedz mi, proszę, co tam robił Szekspir? Janusa znam, ale... Szekspir... nie wiem. Był dzieckiem Apolla?
    I na koniec, pochwalę się, że doszłam do tego kim jest tajemnicza A. B.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę lepiej mi wychodzi 3-osoba? Miałam całkowicie inne wrażenie :D
      Kayth na razie nie da się określić, czy jest dobra, czy zła. Ale dam spoiler, że jest aż za dobra ^^
      Na sędziów trafiają tylko zasłużone postacie, a jak Szekspir taką nie był, to nie wiem, kto był. I tak, był dzieckiem Apolla! Skąd wiedziałaś? (:
      Już doszłaś do tego, kim jest A.B.? Rzeczywiście udało mi się wymyślić tajemnicę... Już wszyscy wiedzą ^^ Ale w sumie to nie jest tak ważne, jak inne tajemnice :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Tak, dokładnie. Choć pierwszoosobowa też jest świetna :)
      Sie wie. Znam Apolla, znam Sherlocka i wyciągam wnioski ^^
      Jak doszłam do tego, kto to A. B.? Dałaś mi tutaj wskazówkę, Elżbieta I Tudor. A że kiedyś tam przemknęłam przez serial ,,Dynastia Tudorów'' to się domyśliłam :)
      No i bo znowu zapomnę, masz przegenialny avek :)

      Usuń
    3. Też oglądasz Sherlocka? Piona!
      Przynajmniej nie napisałam, że Kayth myśli, że to Anne jest królową, bo wtedy to by już wszyscy wiedzieli, a tak może uda mi się zaskoczyć osobę bądź dwie.
      Twój av też jest świetny, zawsze mi się kojarzył z okładką "Rywalek" ^^

      Usuń
  5. oh, jestem pozytywnie zaskoczona tym rozdziałem! Sama Kayth jest naprawdę ciekawą bohaterką. niczego nie pamięta i do tego błąkała się po ziemi jako duch. kto o niej zapomniał i z jakiego powodu? albo specjalnie xd Henry *.* kocham takie małe brzdące. szczególnie jeżeli nie są namolni tak jak moje rodzeństwo xd tylko, co on takie zrobił, że trafił do tej najgorszej części podziemia. cholera, biedny dzieciak. poza tym ciekawi mnie kim jest ta zakapturzona postać, która kazała dziewczynie kłamać. hmmm czemu w pierwszy rozdział zawsze jest więcej tajemnic niż w całej reszcie opowiadania. ufff chce już wiedzieć.
    eee to raczej nic dobrego, że Kayta trafi do pałacu Hadesa. Persefona i te sprawy xd
    No dobra, kończę, bo chyba zanudziłabym nawet samego Zeusa tym komentarzem. chyba nie ma do tego dziś głowy...
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie wyobrażałam inaczej ten rozdział, ale wyszedł, jak wyszedł :( A Twój komentarz jak zawsze bardzo ciekawy, więc nie wiem, czemu na niego narzekasz (: Henry jest wyjątkowo miły jak na dziecko. Niestety to był raczej jego pojedynczy występ w opowiadaniu :(
      To jest dopiero początek tajemnic! Jak dojdą w następnych rozdziałach zapiski z dziennika A.B. to dopiero się przekonasz, ile będzie tu tajemnic :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  6. Szczerze? Inaczej wyobrażałam sobie ten rozdział, ale możliwe, że zwiastun o A.B (wiem kim ona jest!) mnie trochę zmylił.
    Tak czy siak jest cudnie. *.*
    Szkoda Henrego :( Taki fany i słodki chłopczyk. Czemu on trafił do Erebu?! CZEMU?!!!
    Kayth też wyobrażałam sobie inaczej, ale podoba mi się jej postać.
    Kim był ten tajemniczy człowiek i czemu Kayth ma jakieś 200 lat?!
    Zastanawiam jak będzie wyglądać jej życie z Persefoną i Hadesem...
    Narracja trzecioosobowa wychodzi Ci świetnie! Równie dobrze jak pierwszo-...
    Nie wiem jak wytrzymam te dwa tygodnie. Ten jeden ledwo wytrzymałam, a co dopiero dwa?! Pisz szybko!
    Życzę duuuuuuuuużo weny
    Laciata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A.B. nie jest główną postacią, ona dojdzie dopiero za 1-2 rozdziały, a i tak będą tylko zapiski z jej dziennika :)
      Henry nie był takim aniołkiem na jakiego wyglądał, a o tym kiedy indziej ^^
      Kayth mentalnie ma tyle lat, na ile wygląda - 21 ( w porywach trochę więcej). Zauważ, że ciągle myślała, że jest ten sam wiek, w którym umarła, więc ona nawet nie wie, jak długo była "duchem" (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Hades. z całej gamy bogów w mitologii, to jego postać najbardziej mnie zawsze intrygowała:)
    No i teraz twoje bohaterka. Kim ona jest? I dlaczego musiała o tym kłamać? Ech tajemnica, na tajemnicy:) Podoba mi się.
    Jestem ciekawa, jak to dalej rozwiniesz:)
    Dodaję do obserwowanych i czekam na rozdział.
    Pozdrawiam:)

    [moj-romeo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Postaram się do Ciebie niedługo zajrzeć.

      Usuń
  8. Bardzo fajny rozdział, czekam na kolejnu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle bardzo barwnie i klimatycznie! Całe to tło, zatłoczony Londyn, poczekalnia... cudo <3
    co takiego zrobił Henry? I kim była ta zjawa? To, że wrona nie zakrakała też wydaje się podejrzane.
    hahah Szekspir jako sędzia to naprawdę pomysł godny podziwu
    a więc jej mała przygoda zaczyna się w pałacu... ciekawe KOGO tam spotka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zafundowałam Wam wiele tajemnic, jednak będą się one stopniowo wyjaśniać.
      Zaskoczę Cię! Kayth spotka Scara jeszcze zanim trafi do pałacu :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Świetny rozdział, bardzo dobrze ci idzie pisanie w 3 osobie : )
    Nie mogę się doczakać na Scara! Mam nadzieję, że będzie już w przyszłym rozdziale. Strasznie mi szkoda Henry'ego, taki mały, a już tyle przeszedł. Ciekawe, co takiego zrobił, że sędziowie chcieli go wysłać aż do Tartaru.
    Kayth polubiłam, choć na razie jej dobrze nie znam, ale mam wrażenie, że polubię ją tak samo jak Beatrice.
    A szablon śliczny, bardzo pasuje do opowiadania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scar będzie w przyszłym rozdziale :)
      Kayth będzie nieco inna, niż Trice... Nie będzie się dawała tak łatwo ponieść emocjom, będzie również realistką. No i nie będzie aż tak wyszczekana :p
      Dziękuję! :*

      Usuń
  11. Przeczytałam!
    No, od razu w pierwszym rozdziale serwujesz nam niemałą dawkę emocji ;) Podobała mi się bardzo pierwsza część. Wiesz, opis Londynu dziewiętnastowiecznego bardzo mi się podobał. Czułam taką atmosferę pochodzącą prosto z filmów. Lubię takie czasy i dlatego bardzo mnie ucieszyło, że Twoje opowiadanie właśnie w tamtym wieku się rozpoczęło. I jeszcze ten uciekający chłopiec, który ukradł chleb, żeby nakarmić siebie i matkę. Oj tak, z pewnością tamte czasy do łatwych nie należały. Każdy musiał walczyć o to, by przeżyć.
    I potem spotkanie tego Tanatosa. Ha, widać śpieszno mu było do odesłania kogoś innego do świata Hadesu ;D Ale zaraz, czyli w Twoim opowiadaniu tylko herosi tam idą? Bo chyba tak właśnie Tanatos powiedział, ale nie jestem pewna ;)
    Podobał mi się też moment, w którym Henry z Kathy spadali dół. Takie... niekonwencjonalne zejście ;D Ale to dobrze, bo przynajmniej napędziło im to stracha. Chociaż nie sądzę, aby duchy mogły poczuć jakikolwiek ból, prawda? Ale nie jestem pewna, bo tak naprawdę jeszcze nie poznałam Twojej krainy :))
    Postawa Kathy podczas sądzenia rzeczywiście godna podziwu, ale czy na pewno? Nie zawsze dobrze jest pokazywać, że aż tak nam na kimś zależy, bo potem może to zostać wykorzystane przeciwko nam. Oczywiście mówię tak, ale sama znając życie postąpiłabym tak jak ona. Po prostu nie znalazłam się na jej miejscu, więc mogę udawać, że kierowałabym się racjonalnym myśleniem ;D
    Pola Elizejskie... Szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że dziewczyna trafi do Tartaru. Nie wiem czemu, może dlatego, że po prostu tam mogłoby być bardziej klimatycznie, jeśli chodzi o opowiadanie. Sama podkreślałaś, że będzie "ciemne" :D
    Teraz się zastanawiam, jak dziewczyna uratuje swojego małego przyjaciela ;)
    Coś czuję, że ta wrona to nie jest zwyczajna wrona. Skoro pomogła dziewczynie, to musiała mieć w tym jakiś cel. Ja tam już mam pewne teorie co do jej tożsamości, ale niczego nie będę wyjawiać, bo jeszcze na głupka wyjdę! ;D Swoją drogą ciekawie przedstawiony wykrywacz kłamstw. Albo sam chciał pomóc dziewczynie, albo został do tego "zaprogramowany". ^^ Takie mam przypuszczenia :P
    I była wzmianka o Dante, za co Cię uwielbiam po prostu!!!
    Oczywiście tekst mi się jak najbardziej podobał i już nie mogę się doczekać rozdziału drugiego. Zwłaszcza, że tam będzie mój Scar! A ja bez niego to jak bez Mishy Collinsa na co dzień... :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza część chyba wyszła mi najlepiej, wtedy miałam najwięcej weny ^^ Ja sobie wymyśliłam, że do Hadesu idą herosi lub ci, którzy wierzą w Hades. Jeśli śmiertelnik wierzy w mitologię to również idzie do Hadesu. Zwykli śmiertelnicy trafiają do nieba bądź piekła (: Ale szczegółowiej to wyjaśnię w przyszłych rozdziałach.
      Najpierw chciałam umieścić Kayth w Tartarze, ale zdecydowałam, że zdecydowanie ciekawiej będzie w pałacu Hadesa i Persefony. Życie na Polach Elizejskich nie jest aż tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać :) Ale jakoś w 10 rozdziale Kayth wyruszy w podróż po podziemiu i myślę, że Tartar też odwiedzi :)
      Tajemnica wrony wyjaśni się chyba dopiero pod koniec opowiadania :(
      Jeszcze nawet dobrze nie poznałaś Scara, a już go uwielbiasz ^^ Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  12. Zacznę wpierw od szablonu, który mnie zmylił! Jak weszłam dzisiaj na tego bloga, w pierwszym odruchu, sprawdziłam, czy nie pomyliłam adresu. Strona wygląda zupełnie inaczej, zdecydowanie straszniej. Nowy szablon zdecydowanie bardziej podoba mi się do poprzedniego, ponieważ nadaje ciekawego klimatu.
    No, ale kończąc lać wodę i przechodząc do rozdziału.
    Nie dość, że prolog był mega tajemniczy to pierwszy rozdział wcale od niego nie odstaje pod tym względem. Postać Kayth jest genialna. Własnym ciałem obroniła nieznanego jej chłopca przed tyranem. Piękne! Dalej, podobało mi się to, jak w Hadesie się zaopiekowała. Wspólne zabawy, spędzanie czasu... No, normalnie pochłaniałam te momenty z czystą przyjemnością.
    A potem złapałaś mnie za serce, jak takie małe, słodkie dziecko można zesłać do Erebu? No jak?! Cała tamta trójeczka powinna trafić do Tartaru, a nie zagrzewać swe cztery litery.
    Najbardziej intrygujący moment w tym rozdziale to początek, a dokładniej spotkanie z Tanatosem. Jestem bardzo ciekawa rozwiązań tajemnic i dlaczego Kayth nic nie pamięta. Może ma to coś wspólnego z jej boskim rodzicem? Nie wiem, ale już się nie mogę doczekać, aby dowiedzieć.
    Pozdrawiam,
    Czarna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten szablon jest zdecydowanie bardziej klimatyczny! Moim zdaniem jest genialny! (: Tamten był tylko tymczasowy, więc szybko go zmieniłam.
      Rzeczywiście na razie jest dużo tajemnic. Będą się one stopniowo wyjaśniały. Kayth jest po prostu dobrą osobą, a dzieci wręcz uwielbia.
      Początek rozdziału wyszedł mi zdecydowanie najlepiej :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  13. Trzepot skrzydeł obwieścił przybycie gołębia, który usiadłszy na pobliskim gobelinie zaczął jej się przypatrywać, przechylając główkę. - Gobelin, z tego, co mi wiadomo, to jakby taki dywan wiszący na ścianie. Jak więc gołąb miałby na nim przysiąść? I skąd gobelin na dachu budynku?
    Podczas gdy zwierzęta jadły, kobieta tradycyjnie opowiadała im o minionym dniu. - Miniony dzień sugeruje dzień, który właśnie dobiega końca, podczas gdy Ty parę akapitów wcześniej pisałaś o poranku. Albo ja coś źle zrozumiałam.
    Zwierzęta były jedynymi istotami, które mogły ją zobaczyć, dlatego w ciągu ostatnich lat grono jej przyjaciół składało się jedynie z nich. - Jedynymi, jedynie.
    Usiadła wygodnie, opierając się o jeden z gobelinów i z paczką ciastek w ręku wytężyła wzrok, starając się zobaczyć walczących. - Znowu gobeliny. Jak ona chciałaby oprzeć się o gobelin na dachu, Vakme?
    Zerwała się na nogi i podnosząc fałdy sukni, zbiegła na dół po schodach kamieniczki, odprowadzana zdziwionymi spojrzeniami gołębi. - Próbowałaś kiedyś skakać po dachu w dziewiętnastowiecznej sukni, kochana? Osobiście nawet boję się sobie wyobrażać coś takiego.
    Kayth chciała go zatrzymać, jednak była zbyt słaba. Mężczyzna odganiał jej dotyk niczym natrętną muchę. - Trochę nie rozumiem. Pomijając już przyjęte przez nią baty - to jeszcze mogę pokrętnie sobie wytłumaczyć, że niby jej pokutą miało być spełnianie dobrych uczynków, pomaganie ludziom, takie tam - ale jakim cudem duch, raczej niematerialny, może dotykać żywego człowieka, który w dodatku się od ducha oganiał, nie orientując się, że coś tu jest nie tak?
    Nie odstępował jej ani na krok, a gdyby zaszła potrzeba, podjąłby się walki nawet z kamieniem, w którego kobieta niechcący by wdepnęła i rozcięła sobie stopę. - Raczej nie można wdepnąć w kamień. Nadepnąć, jeśli już.
    Znaleźli się na pełnym zieleni placu, na którego środku stał potężny, przypominający świątynie budynek. W odróżnieniu od otaczającego jej świata, budowla była koloru białego, a złoty napis na tympanonie głosił: Sąd ostateczny. - Świątynię. Otaczającego ją świata.

    W poprzednim komentarzu zapomniałam (a jakże!) jeszcze dodać, że masz śliczny szablon, o.
    Błędów trochę wyłapałam, to prawda, ale nie mogę kłamać, bo czytało się dobrze. Szczególnie moją sympatię zaskarbił sobie mały Henry. Ostatnimi czasy mam nienaturalną jak na mnie słabość to takich urzekających kruszyć, bo ja przecież mało które dziecko lubię. Ale nic nie mogę poradzić na to, że to wspaniały, przeuroczy chłopiec. Aż dziw, że ten niewinny berbeć trafił do Erebu. Co on niby takiego zrobił? Toż to dziecko ma ledwie osiem (?) lat, co ono zdążyło nagrzeszyć, pf!
    Ulubiony fragment? Chyba ten z Tanatosem. Facet okropnie przypomina mi białego królika z Alicji w Krainie Czarów, a ja zawsze lubiłam tę postać. I ten z Szekspirem. Właśnie mam przed sobą jego lekturę Snu nocy letniej, w niedalekiej, mam nadzieję, przyszłości jeszcze kilka innych jego dzieł, więc tym bardziej zbierasz plusy, moja droga.
    Może niekoniecznie poczułam tak wyraźnie klimat tej dziewiętnastowiecznej Anglii, ale dla nas, ludzi klawiatury i internetu, nie jest raczej prosto ot tak, z marszu, wczuć się w tamte czasy, a z czasem wszystkiego można się nauczyć, więc jestem pewna, że już niebawem wszystkie moje wątpliwości znikną. W końcu warsztat szlifuje się poprzez pisanie, a liczę na to, że Krainy nie skończysz tak szybko, jak Zaplątanych, więc wszystko jeszcze przed Tobą, a ja trzymam kciuki.
    Ale krzyczę, bo nie było Scara, a ja tak bardzo się na niego napaliłam, och. Moje serce krwawi, wiedz o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, z tym gobelinem to nieźle wyjechałam. Skąd mi się to wzięło? o.O
      Chodziło mi o taki mały posąg, co nieraz się je stawia jako ozdoby dachów.
      Henry rzeczywiście był uroczy i aż mi smutno, że go wysłałam do Erebu... Może się sieszcze kiedyś spotkają z Kayth. Tanatos rzeczywiście odrobinę może przypominać królika, zwłaszcza z tym jego "Jestem spóźniony" :D Choć dla królika to wszyscy inni byli zawsze spóźnieni. Mam nadzieję, że uda mi się właściwie nakreślić klimat Hadesu, żeby naprawić to, że nie udało mi się tego zrobić z Anglią. Nie wiem, ile rozdziałów będzie miała Kraina, ale podejrzewam, że będzie dłuższa od Zaplątanych ^^
      Scar będzie w następnym rozdziale, nie chciałam go tak od razu wrzucać. Myślę, że lepiej jest, jak się stopniowo poznaje bohaterów, a nie się wszystkich wrzuca od razu do pierwszego rozdziału (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  14. Gobeliny? Uznam, że chodziło ci o takie wiszące na tych jakby pałkach (które chyba też inaczej się nazywały xd), ale nie mogłaby się o nie opierać. Więc uznam (wiem, powtarzam się) po raz drugi, że chodziło ci rzygacze - tak, wiem, jak to brzmi - innymi słowy gargulce :D

    Uwielbiam olimpijskich bogów. A Hades... aaa ^^ Tylko wolę, gdy, tak jak robisz to ty, ktoś sam kreuje świat starożytnych greckich wierzeń, niż pisze ff na podstawie chociażby Percego Jacksona (którego też kocham).

    No, więc <: Będę tu zaglądać w miarę regularnie. Mam taką nadzieję. Weny życzę!

    Mrs. Everdeen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie gargulce mi chodziło! Taki głupi błąd :p
      Ja ogólnie niezbyt lubię fanficki, nigdy bym nie umiała jakiegoś napisać.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  15. Fenomenalny rozdział. Nie wiem, jak przetrwam te dwa kolejne tygodnie...
    Co zrobił Henry, ze posłałaś go aż do Erebu? Ja muszę to wiedzieć, bo inaczej nigdy się nie domyślę, co mógłby zrobić ośmioletni chłopiec.
    Ta scena z biczowaniem... O mi Dio... Od razu stanęła mi podobna scena z "Hyperversum" (czytałaś?) i dokładnie ten sam tekst, "że to tylko chłopiec".
    Sir Shakespeare! W takim razie lecę polecić Twoje opowiadanie mojej przyjaciółce (ma fioła na punkcie kultury Wlk. Brytanii). Szkoda, że został sędzią, bo chętnie bym przystała na to, by częściej pojawiała się w Twoim opowiadaniu.
    Gdzie jest Scar? Ja chcę Scara! Okay, możesz już powiedzieć, że mam bzika na punkcie tego boga, ale on jest super!

    Weny, weny i dużo czasu na pisanie!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdradzę, co zrobił Henry, ale obiecuję, że kiedyś się tego dowiecie. Nie czytałam Hyperversum niestety, ale trafia do mojej kolejki ^^
      Szekspira już raczej nie pokażę w opowiadaniu, ale kto wie? Może jeszcze kiedyś go zobaczymy.
      Scar będzie w następnym rozdziale, ale tylko na chwilę ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  16. Rozdział jest super. Masz rozległą wiedzę, zarówno tyczącą sie mitologii, jak i historii. Pierwszy akapit, ten dotyczący XiX wiecznego Londyny przeogromnie mi się podbał. Ciekawą ideą jest równiez dodanie Shakespear'a do grona sędziowskiego. Naprawdę, świetne, chociaż zgodzę się z przedmówczynią, że chętnie częściej bym go widziała w Twoim opowiadaniu. Genialnie kreujesz postacie, sytuacje i miejsca. Nie mam problemu, by zwizualizować sobie przebieg akcji. Scena z małym Henrym była taka... wzruszająca. Żal mi się chłopaczka zrobiło. Biedny... Również jestem niezmiernie ciekawa, co takiego zrobił, iż zasłużył na Ereb. Mam nadzieję, że jego wątek zostanie rozwinięty w kolejnym rozdziale :3 Twoja wizja Tanatosa mnie nieco... rozśmieszyła - przepraszam, nie bierz tego do siebie, ale nieco inaczej wyobrażałam sobie boga śmierci xD Ah, tak o mały włos nie wspomniałabym o intrugującej postaci, która podarowała Kayth obola oraz tę karteczkę. Jejku, któż to mógł być? Ojjj, będzie się działo, naprawdę już nie mogę się doczekać!
    Wybacz, znów chaotyczny komentarz ;____;
    Pozdrawiam, zapraszam do mnie i życzę dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerobiłam ogólnikowo wiedzę o XIX wieku, ale zdecydowanie bardziej orientuję się w XVI, do którego w opowiadaniu również często będą odniesienia. Ale mi słodzisz!
      Wątek Henry'ego zostanie rozwinięty nieco później, choć Kayth będzie się starała dociec prawdy.
      Ja często robię z bogów postacie nieco komiczne, trzeba przywyknąć ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  17. Moje zbieranie się do czegokolwiek podczas ferii jest katastrofalne. Codziennie sobie mówiłam, że wejdę, przeczytam i skomentuje rozdział pierwszy i dopóki sobie tego nie zapisałam, to odwlekałam. Jednak ciekawość wzięła górę :))

    Podoba mi się sposób kreacji Kayth. Z jednej strony jest tajemnicza, z drugiej strony mam odczucie, że znam ją jako bohaterkę i wiem, czego się po niej spodziewać. Jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że są to tylko pozory. Nie spodziewałam się też, że będzie córką jakiegoś boga. Jak teraz sobie tak pomyślę, to ci bogowie muszą mieć naprawdę wiele dzieci xD
    Umiejscowienie akcji w dziewiętnastym wieku? Jak dla mnie na plus. Chociaż mam jedno zastrzeżenie. Napisałaś, że Kayth obserwowała promienie pojawiającego się słońca, a więc świt, zatem bardzo się zdziwiłam, że na placu zgromadził się spory tłum (w tym kobiety). Trochę kłóci się to z tym, co wiadomo o epoce.

    I nareszcie to, co najbardziej mi się spodobało w tym rozdziale. A mianowicie Hades. Trudno jest sobie wyobrazić tę krainę, czytając tylko mitologię. W życiu nie pomyślałabym o poczekalni, sądzie, dlatego ta interpretacja tak mi się podoba! Szekspir kierujący ludzi? No, tego jeszcze nigdzie nie było. Jednak zdziwiło mnie to, że Kayth nie trafiła na pola elizejskie. No bo kurde, nie była za życia nikim specjalnym (przynajmniej o tym nie napisałaś). Nie wiem, co było podstawą wysłania jej do pałacu. Mam nadzieję, że szybko to wyjaśnisz.
    I kurde, co zrobił ten mały chłopiec? Przecież to tylko dziecko!

    Wspaniały szablon :))

    Pozdrawiam serdecznie.
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem, co to znaczy mieć lenia, uwierz mi ^^
      XIX wiek był epoką taką, jak wszystkie inne - ludzie musieli wcześnie wstawać, by iść rano do pracy, szczególnie jeśli pracowali, np. w piekarniach :) Więc to naturalne, że na ulicach było dużo osób, tym bardziej, że znajdowali się w bardziej "pracowniczej" dzielnicy (:
      Kayth wydała im "nieskalaną" osobą, która w życiu nie zrobiła nic złego. Ponadto, chciała przyjąć winę Henryego na siebie. Szekspir jednak zaczął coś podejrzewać względem jej osoby i z tego powodu została wysłana do pałacu - by mógł mieć na nią oko. Więcej wyjaśni się w następnych rozdziałach (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  18. Bardzo dobry rozdział. Świetnie wychodzi ci pisanie w perspektywie trzecioosobowej, a całość wypadła naprawdę nieźle.
    Kayth to interesująca postać. Póki co nie zdradzasz zbyt wiele informacji z jej przeszłości i w sumie pewnie dobrze. Nie można podawać wszystkiego gotowego na tacy. Trochę tajemnic jest potrzebnych. Tylko zastanawia mnie jak ona może coś jeść czy dotykać kogoś skoro nie żyje? Przecież według mojego myślenia powinna być ona duchem, a więc istotą niematerialną. No nic, może to ja za dużo kombinuję jak zawsze :)
    Podobało mi się natomiast to, że wstawiła się za tym chłopcem, zarówno na ziemi i potem, gdy trafili pod osąd. Henry jest cudowny i smutno mi, że spotkał go taki los. W końcu chciał tylko przeżyć. Nie kradł celowo, więc i kara nie powinna być taka surowa. Mówię tu zarówno o tym pobiciu i śmierci, a także późniejszym przydziale. Kayth chciała postąpić bardzo odważnie oraz lojalnie, wstawiając się za chłopcem, a nawet ofiarując, że sama podda się karze, ustępując swojego miejsca swojemu nowemu przyjacielowi. Troszkę to głupie też było. W końcu nic nie ugrała, a tylko zdradziła swoją słabość, poprzez okazanie sympatii chłopcu. Coś mi się wydaje, że ona wcale nie zrezygnuje z prób uratowania go i udowodnienia światu, że się pomylił. To może być ciekawe.
    Cóż mogę więcej dodać? Po prostu poczekam na kolejny rozdział, bo chętnie zapoznam się z dalszymi losami twoich bohaterów :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym duchem to rzeczywiście głupio wyszło, muszę to szybko poprawić ^^
      Kayth ma wiele tajemnic, których nie zna nawet ona sama - w końcu nie pamięta swojej przeszłości. Stopniowo się będą jednak one wyjaśniały.
      Kayth w żadnym razie nie zapomni o Henrym, ale będzie musiała najpierw zdobyć "popleczników" w pałacu (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  19. Wiem, że komentarz głupi, ale piszę go, żeby nie zapomnieć, że mam tu przyjść, przeczytać i skomentować - a uwierz mi, z chęcią to zrobię (też swego czasu miałam fioła na punkcie mitologii greckiej, choć bardziej interesowały mnie aspekty relacji Hades-Persefona, ale cii). To tak. Wrócę tu! I dodawanie komentarza nadal wyda ci się głupie, ale mnie to pomaga, serio. Nie oceniajcie, ludzie.
    Pozdrawiam cieplutko. <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapowiada się świetnie i mimo że nie za bardzo przepadam za mitologią, to w tym przypadku nie stanowi to dla mnie przeszkody. I jeszce muzyka- idealnie wszystko ze sobą współgra :) Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oblivion jest jedną z moich ukochanych piosenek, a do tego rozdziału pasowała idealnie :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  21. swietny blog czekam na nexta!
    @julia100013

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że opowiadanie Ci się podoba :)

      Usuń
  22. Ech... czemu mi tu tak ciężko trafić?! Opowiadanie jest cudowne <3 ale zauważyłam braki przecinków itp. Mi się akurat dziś kończą ferie :c
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Eris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział postaram się dzisiaj poprawić i zwrócę uwagę na interpunkcję :) Mi się ferie skończyły 3 tygodnie temu :(
      Dziękuję! :*

      Usuń
  23. Muszę przyznać, że postać Kayth głęboko mnie zaintrygowała. Zdaje się, że kryje wiele tajemnic, ale szybko nam ich raczej nie wyjawisz ;)
    Bardzo spodobało mi się umiejscowienie akcji XIX-wiecznej Anglii i jestem ciekawa jak wykorzystasz zalety tych czasów.
    Muszę przyznać, że opisane przez Ciebie Podziemie odbiega trochę od tego, do czego przyzwyczaiła mnie mitologia i od moich własnych wyobrażeń. Byłam lekko zdziwiona tym, że Kayth miała jednego obola i przeszła razem z Henrym, bo zwykle był obol za duszę, ale to już pewnie moje skrajne czepialstwo ;) Na dodatek Pola Elizejskie zawsze w mitach jawiły się jako miejsce tylko dla tych najlepszych z najlepszych i nawet biorąc pod uwagę chęć poświęcenia się dla dobra chłopca, wydaje mi się to trochę za proste, jednak to tylko takie drobne spostrzeżenie.
    Jestem bardzo ciekawa jak to wszystko się rozwinie i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wyobrażenia często odbiegają od opisów mitologicznych i oczekiwań innych czytelników, ale mam nadzieję, że w pozytywny sposób :) U mnie również miał być jeden obol za jedną duszę, ale oczywiście o tym zapomniałam ;\ Spróbuję trochę podreperować rozdział, więc czeka go jeszcze kilka zmian.
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Jak najbardziej pozytywny sposób :) Mitologia jest na tyle fajnym i plastycznym tworem, że świetnie można się nią bawić przy pisaniu i dopasowywać do własnych wyobrażeń ;)

      Usuń
  24. Oj bardzo rzadko trafiam na tego typu opowiadania a jeszcze rzadziej na perełki.
    No po prostu mistrzostwo.
    Kochana wydaje mi się że pobiłaś mnie po całości.
    Głównie wspaniałymi opisami życia pozagrobowego Kayth.
    Naprawdę nie spodziewałam się tego.
    Jestem ciekawa co takiego zrobił mały Henry że zasłużył na Ereb.
    Podejrzewam, że na pewno nie była to zwykła kradzież.
    Aj naprawdę kochana mnie wciągnęłaś i to bardzo.
    Już dawno się to nie udało żadnemu autorowi.
    Spodobała mi się również ta kłótnia bogów i niektóre ich zabawne teksty.
    Naprawdę dziewczyno jesteś niesamowita i wspaniale operujesz piórem.
    Wiedz, że to nie jest mój ostatni komentarz na Twoim blogu.
    Dodaje do Obserwowanych i z przyjemnością będę śledziła losy głównej bohaterki;)
    Już czekam na kolejny!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi słodzisz!
      Mi się ten rozdział średnio podoba. Wyszedł inaczej, niż go sobie wyobrażałam, ale spróbuję go trochę podreperować. Cieszę się, że niektóre teksty Cię rozbawiły. W każdym rozdziale postaram się dodawać kilka zabawnych momentów, ponieważ uważam, że jest to bardzo potrzebne, zwłaszcza w tak ponurym miejscu jak Hades.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  25. Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział drugi mam już prawie skończony :)

      Usuń
  26. Jak, to czytałam, miałam wrażenie jakbym naprawdę była w Hadesie i obserwowała całe zdarzenie z bliska. Niesamowicie spodobał mi się początek, niewinna dziewczyna siedząca z paczką ciastek i obserwująca miasto, niby nic takiego, ale jak się później okazuje, ku mojemu zaskoczeniu, owa dama jest duchem. Wow. Poświęca się dla dobra chłopca. Nieźle. Wszystkie opisy, postacie, dialogi są zachwycające. Opowieści towarzyszy mrok i tajemnica, jednak nie brakuje jej humoru, rozbawiłaś mnie sytuacją z Szekspirem, a tytuł na nowe dzieło - przekomiczne. To, co tworzysz to epickie dzieło sztuki. Mam ochotę na więcej Twojej twórczości i niezmiernie ciekawi mnie, co dalej z Kayth. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi słodzisz! Myślę, że trochę przesadzasz, aczkolwiek bardzo miło mi słyszeć takie słowa :)

      Usuń
  27. Muszę się przyzwyczaić do narracji trzecioosobowej. Dawno nie czytałam niczego z tej perspektywy. :)
    Rozdział jest masakrycznie długi (jak ja przez niego przebrnęłam?), ale też tak ciekawy, że prawie się tego nie czuje (już wiem jak to zrobiłam) :D
    Troszkę to nieładne ze strony sędzich, że wysłali Hernego właśnie tam.
    Kayth zapewne bardzo ułatwiło, to, że nie pamiętała nic ze swojego życia.
    Cudownie to wszystko opisujesz (czułam się jakbym razem z narratorem obserwowała wszystkie zdarzenia)
    Opisy, dialogi i ten styl... cud, miód i orzeszki.
    Nie wiem co jeszcze mogę napisać, bo zwyczajnie brakuje i słów.

    A szablonik jest przepiękny. Idealny do tego powiadania.
    Pozdrawiam i weny!

    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak. Zdecydowanie żałuję, że byłam tak głupia, że nie przeczytałam Twojego opowiadania wcześniej. ;_;
    Ono jest po prostu genialne. Zresztą, potwierdza to liczba czytelników Twojego bloga. Cała fabuła zapowiada się na interesującą. Tekst dopracowany i wciągający tak, że się przez niego płynie.
    Henry ;_; Jejuu cios w serce. Jak... Jak... Dlaczego...? Biedaczysko. ;_; Zdążyłam polubić tego dzieciaka, a tu bach. No, nieee. ;_;
    Kayth... To bardzo... "miłe" to zbyt łagodne słowo... Propozycja zamiany z Henry'm wymagała olbrzymiej odwagi i poświęcenia.
    Twoje opowiadanie naprawdę wciąga. Rozdział jest dłuugi, ale jakoś bardzo nie męczyłam się przy jego czytaniu. (Jedynie oczy mi nieco wysiadają.) Był na to za ciekawy. :D
    Pozdrawiam,
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
  29. Biedne dziecko! I to jeszcze o takim niewinnym imieniu jak Henry!
    Trafiłam na tego bloga wczoraj, ale zapowiada się super więc czytam dalej.
    Pozdrawiam Aria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba! :*

      Usuń
  30. Witaj, to znowu ja :D Wybacz, ale będę tak powoli nadrabiać rozdziały, ich liczba trochę mnie przeraża - bardziej moje oczałki niż mnie, ale staram się jak mogę, ba, zaglądam tu niemal codziennie, ale jakoś nie po drodze mi z komentowaniem - a już przeczytałam kilka do przodu... :x
    Ogólnie rzecz biorąc motyw z chłopcem urzekł moje serce, on był takim dzielnym towarzyszem Kayth, moim zdaniem sprawiał, że na ustach dziewczyny rozkwitał uśmiech, taki mały, a jednocześnie przecież posiadał dobre serducho, nie rozumiem, co takiego mógł zrobić, że wysłali go, gdzie wysłali, naprawdę na to zasługiwał? Wręcz wątpię! Zachowanie dziewczyny ujęło moje serce, była taka prostolinijna,a jednocześnie pewna siebie, jestem ogromnie ciekawa, dlaczego zapomniała, kim była, dlaczego to się tak a nie inaczej potoczyło, co ukrywa jej życie i co takiego mogła zobaczyć będąc duchem! No i Szekspir, tego jeszcze nie było, a jest naprawdę fajnym motywem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt od Ciebie nie wymaga, żebyś komentowała wszystkie rozdziały - mi samej by się nie chciało :D
      Kwestia Henry'ego wyjaśni się w rozdziale XVI bodajże, więc jeszcze trochę potrzymam Cię w niepewności ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Ale ja lubię tak komentować wszystko po kolei :C Nie wiem, wtedy czuję, że bardziej doceniam czyjąś pracę :)

      Usuń
  31. Oh jestem pełna podziwu ! Wspaniale opisane podziemia ! Choć piszesz w 3 osobie za którą nie przepadam potrafisz budować piękne zdania, które tylko zachęcają mnie do czytania. Piszesz bardzo profesjonalnie, czułam się jakbym czytała książkę z prawdziwego zdarzenia, a nie zwykle amatorskie dzieło. Widać, nakład pracy włożony w twój talent. A talent masz i to ogromny. Cała podróż do podziemi - przed sam sąd była fantastycznie opisana i bardzo wciągając. Poruszyła mnie postać Henry'ego, ale co on takiego mógł zrobić, że prawie wysłali go do Tartaru ? No ładnie. Tyle się dzieje. No dobra ale teraz postać Kayth. Jest po prostu intrygująca. Skoro już była duchem to jak zginęła ? I kiedy ? Wyruszyłam się, tym że tak bardzo zżyła się z Henrym. Ciekawa jestem czy naprawdę odnajdzie tego dzieciaka. Dlaczego ta wrona nie odzywała się wobec kłamstw ? Zaspała ? A może ten ktoś, kto wręczył dziewczynie obola maczał w tym palce ? Twoja wyobraźnia mnie powala. Ah no i oczywiście jeszcze to, że wysłali Kayth do pałacu Hadesa no no, to się będzie działo. Opowiadanie jest po prostu wspaniałe. Kropka. ;) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale słodzisz! :)
      Doszłaś już do XIV rozdziału, więc w zasadzie nie mam na co Ci odpowiadać, bo większość Twoich pytań się wyjaśniła. Mój zapłon w opowiadaniu jest wspaniały... -.-
      Dziękuję! :*

      Usuń
  32. Będę komentować szczerze :) Opisy były genialne, sam pomysł świetny, cudowne dialogi, łezka co chwilę kręciła się w oczku, bohaterowie wspaniali, ale co źle? Dla mnie za bardzo to naiwne. Chodzi mi o zachowanie sędziów i to, że wysłali ją do pałacu Hadesa i Persefony. Może coś się okaże. Może jakoś to wyjaśnisz... Nie wiem. Zobaczymy :) Póki co rozdział oceniam 9\10, dałabym 8, ale opisy, których zazwyczaj nie lubię czytać, ty napisałaś genialne.
    A co do szablonu... świetny. Idealnie oddaje klimat opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!!! I jeszcze jedno. 9 dałam też za zagadkę winy Harrego. Musisz to wyjaśnić, bo naprawdę jestem ciekawa tego, co zrobiło to biedne dziecko :)

      Usuń
    2. Bardzo sobie liczę szczerość, więc pisz wszystko, co Ci tylko przyjdzie na myśl. Jakieś błędy, niedociągnięcia - dawaj znać, chętnie wysłucham wszelkich uwag :)
      Zachowanie sędziów jest poparte niezakrakaniem wrony, która to wyczuwa wszelkie kłamstwa. A niezakrakanie wrony jest spowodowane... cóż, to się wyjaśni jakoś pod koniec opowiadania :)
      Zagadka Henry'ego już się wyjaśniła, w najnowszym, XIV rozdziale :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
    3. Jutro dalej przeczytam. Dzisiaj już sobie obiecałam, że piszę rozdział na mojego bloga, więc muszę już go pisać i pytanie... Jak ty to zrobiłaś, że masz tyle czytelników? No ja wiem. Historia świetna, dużo pracy itd, ale bez fanfica tyle czytelników? Jesteś niesamowita (pochwała z perspektywy osoby, która codziennie po kilka razy sprawdza, czy nie ma komentarza, czytelnika nowego itd :) )

      Usuń
    4. Nie jesteś pierwszą osobą, która o to pyta i szczerze mówiąc, nie wiem. Sama jestem bardzo zaskoczona tak dużą liczbą czytelników. Wiem, że dużo czytelników Krainy było również czytelnikami mojego poprzedniego opowiadania. Trafili na nie pewnie dzięki ocenialniom i katalogom :) http://spis-opowiesci.blogspot.com/2014/09/wywiad-z-vakme.html <- Tutaj udzieliłam kilku rad, może Ci się przydadzą.
      PS. Do Ciebie wpadnę, jak tylko znajdę czas, czyli pewnie jakoś w weekend (:

      Usuń
    5. Czytałam ten wywiad :)
      Naprawdę jesteś niesamowita i oczywiście zapraszam do siebie. Jak się spodoba to dobrze, jak nie to trudno. Każdy ma inny gust (mówi to osoba z już totalnie zniszczonym gustem). No dobra. Przepraszam za spam i idę czytać kolejny rozdział, bo wczoraj zaczęłam i jakoś internet mi odcięli :(

      Usuń
  33. Zaczełaś dość oryginalnie pierwszy rozdział biorąc pod uwagę fakt, że prolog rozegrał się w zupełnie innym świecie kilkaset lat w wstecz. I od razu mam pytanie. Kim jest tajemnicza Kayth? I dlaczego widzą ją tylko zwierzęta? Jest duchem, wspomnieniem? Ciekawe zastosowanie, ale przede wszystkim jaką rolę pełni bohaterka?
    A, więc można powiedzieć, że Kayth na ziemi była taką dobrą duszą, pomagającą wszystkim wokół.
    Dobrze, że spotkała Henry’ego. Odniosłam wrażenie, że otrzymali szansę, aby pomóc sobie nawzajem. Poczekalnia w Hadesie musi być, więc strasznym miejscem. Nie chciałabym się tam znaleźć.
    Cholera popłakałam się na tym fragmencie z Sądem Ostatecznym. Nie lubię takich momentów. Cóż, zbyt długo było dobrze, aby mogło być tak wiecznie, ale i tak nie potrafię pogodzić się z tym, że tak musiało się to potoczyć.
    Czy obecność w pałacu Persefony i Hadesa nie zamknie Kyath możliwości na uratowanie Henry’ego?

    OdpowiedzUsuń
  34. Kolejki to tam mają dłuższe niż w poczekalni u lekarza na NFZ ;-) Współczuje im, bo ja nie umiałbym tak czekać, jestem za ruchliwy.
    Szkoda mi tego chłopca, ale takie były tamte czasy - dzieci nie były dobrze traktowane, zwłaszcza przez obcych, zwłaszcza gdy im podpadli, ale by aż tak skatować dzieciaka... na śmierć... - zawsze mnie będą takie sytuacje boleć, niezależnie od tego czy są fikcją czy smutnymi realiami wygłaszanymi przez magazyny reporterskie.
    Boże co ten chłopiec narobił, że tam go wysyłają?
    Widzę wrona im się zepsuła. Powinni sobie sprawić nową ;-)

    OdpowiedzUsuń
  35. Hej,
    ja też polubiłam Hennrego, czemu musieli się rozstać, mam nadzieję że szybko ponownie się spotkają...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Potępieni

Layout by Mei [GG - 49144131]. Google Chrome, 1366x768.